• PL
  • EN
  • RU

CHUBBY DARTER – wobbler do łowienia w pionie

powrót
CHUBBY DARTER – wobbler do łowienia w pionie
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

 

Myślisz, że już wszystko wiesz o łowieniu wertykalnym? Radzisz sobie w każdych warunkach i nie masz większych problemów ze złowieniem ryb. Może tylko czasem narzekasz na wielkość zdobyczy. Właśnie. Jeśli nie zależy ci tak bardzo na ilości a chciałbyś spróbować znacznie zwiększyć średnią wielkość łowionych tym sposobem ryb, ten tekst jest właśnie dla ciebie!

 

 

Większość wędkarzy kojarzy łowienie wertykalne czyli w pionie, wyłącznie z zimowymi połowami podlodowymi. Prawdopodobnie technikę tę, jak i większość przynęt wertykalnych wymyślono właśnie w tym celu. Jest ona jednak powszechnie stosowana również przez wędkarzy morskich, polujących na dorsze i inne  ryby żyjące na dużych głębokościach.  Ostatnio w Europie a szczególnie w Holandii, furorę robi wertykalne łowienie z dryfującej łodzi na specjalne przynęty silikonowe. Łowi się tym sposobem głównie sandacze. W niektórych łowiskach jest to metoda wręcz zabójcza.

Na rynku dostępnych jest wiele różnorodnych i sprawdzonych przynęt wertykalnych. Zaliczamy do nich różnego rodzaju błystki podlodowe, przynęty „listkowe” typu cykada (baldebaits), mormyszki i jigi balansowe. Wszystkie one w większości przypadków znakomicie się sprawdzają i łowią ryby.  Większość jednak pracuje wyłącznie w pionie – to znaczy na odcinku góra – dół. Nieomal każda z nich może być unoszona i opuszczana, i złowi się na nią rybę. Można bawić się zmieniając wysokość i prędkość podnoszenia, prędkość opadania, długość przerw, można poruszać w miejscu no i próbować wszystkich innych trików stosowanych przy łowieniu w pionie mających skłonić rybę do brania. Zwykle jednak dużo skuteczniejsze od tradycyjnych błystek podlodowych (szczególnie jeśli chodzi o większe okazy) są -

 

Jigi balansowe.

 

Technika połowu tymi przynętami była wielokrotnie opisywana w „Rybolov Elite” i nie ulega wątpliwości, że macie w tej dziedzinie w Rosji wielu niekwestionowanych mistrzów.

Wiadomo więc, że oprócz klasycznej pracy w pionie, jigi balansowe mają również zdolność odpływania w bok, w kierunku, w którym akurat skierowana jest „głowa” przynęty. Tego rodzaju szybujący ruch uzyskują one dzięki niewielkim „skrzydełkom,” z plastiku umiejscowionym w tylnej części korpusu. Pracują więc one w obrębie stożka, którego szczyt znajduje się pod otworem w lodzie. Podciągana i opuszczana na luźnej lince przynęta porusza się po okręgu lub po torze sinusoidalnym wykonując szersze lub węższe „ósemki”.  Im więcej linki oddamy w trakcie opadania przynęty, tym dalej będzie mogła ona odpłynąć od pionu. Zwiększa się w ten sposób obławiany obszar czyli również szansa na branie. Jest to główny czynnik powodujący tak dużą skuteczność jigów balansowych szczególnie do połowu większych i aktywnie żerujących drapieżników. Dzięki penetrowaniu szerokiego słupa wody, jesteśmy po prostu w stanie zwabić ryby z większej odległości.

W „namierzaniu” ofiary jak wiadomo biorą u ryb udział dwa zmysły – wzrok i linia boczna. Wzrok okazuje się jednak często mniej ważny służąc jedynie do ostatecznej oceny badanego przez rybę obiektu. W skrajnych przypadkach drapieżniki radzą sobie nawet bez pomocy tego narządu. Najlepszym dowodem na to są nierzadkie przypadki łowienia całkowicie ślepych szczupaków.

O wiele ważniejszą rolę spełnia wspomniana linia boczna. Dzięki systemowi tworzących ją, niezwykle czułych ciałek zmysłowych (neuromastów) połączonych w sieć kanalików, ryby są w stanie wyczuć minimalne nawet zmiany ciśnienia wody z dużych odległości. Naukowcy dowiedli, że w warunkach laboratoryjnych odległości te dochodziły nawet do 30 m! W naturze oczywiście analiza sygnałów, które odbiera ryba z otaczającego ją środowiska, nie jest taka prosta. Do narządu linii bocznej dociera bowiem zbyt wiele zakłóceń utrudniających ich weryfikację.

Producenci sprzętu wędkarskiego od dawna wykorzystują tą wiedzę tworząc przynęty, które swoim wyglądem i pracą w wodzie nie przypominają żadnych żywych stworzeń. Wytwarzają za to bardzo silną falę hydroakustyczną, która potrafi zwabić i „oczarować” drapieżnika z dużej odległości. Najlepszym przykładem są tu błystki obrotowe.

Zastanówmy się więc jaka przynęta ma szansę zwabić drapieżnika z największej odległości pod lodem. Wiadomo, że pokrywa lodowa jest w stanie zatrzymać znaczną część światła. Jeśli dodatkowo na lodzie leży gruba warstwa śniegu, pod lodem panuje praktycznie całkowita ciemność. W takich warunkach oczywiście najskuteczniejszym wabikiem powinna okazać się przynęta wytwarzająca najsilniejsze drgania. Ze wspomnianych do tej pory najmocniej na linię boczną drapieżnika działają z pewnością przynęty listkowe – „bladebaits”, o których świetny artykuł mogliście przeczytać w poprzednim numerze „Rybolov Elite”. „Bladebaits” opadają jednak niemal pionowo pod otworem w lodzie. Klasyczne jigi balansowe odpływają od pionu ale wytwarzane przez nie fale są niezwykle słabe. Czy jest więc przynęta wertykalna, która łączy zalety obu tych wabików?

Odpowiedź brzmi tak! Jest to jedyny na świecie wertykalny wobbler -

 

Chubby Darter!

 

Został on wymyślony i zaprojektowany przez znakomitego amerykańskiego wędkarza i dziennikarza pisma „InFisherman” – Jeffa Simsona i od 2003 roku produkowany jest przez polską firmę Salmo. Od tego czasu Chubby Darter zdobył szerokie uznanie wśród amerykańskich wędkarzy i niezmiennie zaliczany jest do najskuteczniejszych przynęt podlodowych. W sezonie 2007/2008 firma Salmo reagując na życzenia również europejskich wędkarzy, wprowadziła nowy rozmiar tej przynęty – Chubby Darter 3. Tak więc rodzina Chubby Darterów składa się teraz z czterech przynęt o długościach 3,5; 4; 5 i 6 cm – oferowanych w kilku kolorach.

Na pierwszy rzut oka niewiele różnią się one od typowych jigów balansowych. Łatwo jednak  zauważyć, że mają dużo mniejszą masę. Wykonane są bowiem z twardej pianki poliuretanowej. Tajemnicą wyjątkowości tego niepozornego wabika jest specjalne wyważenie korpusu, które powoduje że jego akcja nie ma odpowiednika. Chubby Darter to wobler pracujący w 3 płaszczyznach! To, czym wyraźnie różni się Chubby Darter od innych przynęt wertykalnych,  to powiększenie strefy dostępnych eksperymentów o wabienie w poziomie przy jednoczesnej intensywnej pracy wibrującej zarówno podczas ruchu w górę jak i w dół. Na luźnej lince Chubby Darter opadając  chwieje się w poziomej pozycji, aby następnie zawrócić i w końcu skierować się do środka. Dodatkowo, zdążając do punktu początkowego, porusza się po łuku kreśląc wzorem klasycznego jiga balansowego szerokie koła lub ósemki. Podczas unoszenia również płynie w przód jak klasyczny wobler, mocno wymachując ogonem jednocześnie wznosząc się i oddalając od pionu. Przy opadaniu znów sunie w bok ruchem żywej rybki, błyskając intensywnie bokami, utrzymuje się w poziomie i nadal próbuje się oddalać. Taka akcja jest całkowicie unikalna wśród przynęt pionowych.

Przynętę o tak umieszczonym środku ciężkości trudno jest utrzymać w bezruchu. Chubby Darter nieomal nigdy nie przestaje się poruszać. Zwężający się ogon przynęty kiwa się i drga długo jeszcze po odłożeniu wędki do uchwytu w trakcie tych śmiertelnie nudnych dni bez brań. Często ma się wrażenie, że to przynęta sama wykonuje wszelkie niezbędne ruchy wabiące, bez udziału wędkarza. Nie ma jednak takich cudów. Jak każda przynęta specjalistyczna tak i Chubby wymaga zrozumienia i fachowej „obsługi”. Największe szanse na  prawdziwie spektakularne wyniki w połowie tą przynętą mają wędkarze lubiący nowe wyzwania i eksperymenty. Z uwagi na niezwykle rozbudowany wachlarz możliwości i wykonywanych ruchów Chubby Darter wymaga od wędkarza zrozumienia i cierpliwości. Potrafi jednak odwdzięczyć się z nawiązką! Jak zwykle niezastąpione są treningi w praktyce i wnioski wyciągane podczas połowów. Bez wątpienia jednak przyda się -

 

Kilka uwag na temat techniki połowu.

 

Łowimy w zasadzie podobnie jak na inne jigi balansowe. Każdy ruch wędziskiem powinien jednak być bardziej świadomy. Nie za mocny i nie za słaby. Przy zbyt agresywnym szarpaniu wędką można spowodować splątanie przynęty. Przy zbyt leniwej pracy nie będziemy zaś w stanie w pełni wykorzystać unikalnych zdolności przynęty do wabienia drapieżników z dużej odległości. Do tego właśnie służy podnoszenie i opuszczanie przynęty. Po kilku mocniejszych ruchach warto uspokoić nieco pracę przynęty. Jeśli drapieżnik pojawił się w pobliżu zwykle jedynie niewielki ruch wędziskiem jest potrzebny do sprowokowania go do ataku. Niestety nasz Chubby ma również wady. Ceną za jego ruchliwość i intensywną pracę jest niewielka masa. W związku z tym im łowisko jest głębsze, tym trudniej jest kontrolować jego pracę i rejestrować brania. W zależności od rozmiaru przynęty maksymalną głębokością połowu jest przedział 3 (dla CD3)  do 10 m (dla CD6). Poza tym nie da się praktycznie łowić Chubby Darterami w  łowiskach o wyraźnym prądzie. Zalet jest jednak na tyle sporo, że warto zapoznać się z tą wciąż nową dla europejskich wędkarzy grupą przynęt.

Na nieznanym łowisku lub gdy nie wiemy na jakiej głębokości znajdują się ryby stosujemy najbardziej znaną taktykę obławiania całego słupa wody. Opuszczamy więc przynętę na dno i rozpoczynamy tak zwany „cykl zerowy”. Polega on na dość gwałtownym odrywaniu jej z dna na wysokość około 30 – 60 cm (w zależności od rozmiaru przynęty) i swobodnym opuszczaniu z powrotem. Pierwsze kilka szarpnięć dobrze jest wykonać w krótkich odstępach. Chubby Darter wibruje wtedy bardzo mocno odpływając gwałtownie na boki a jego kotwiczki podrywają drobiny mułu z dna wywołując dodatkowe „zamieszanie”. Celem jest oczywiście zwabienie drapieżnika z większej odległości. Po trzech – czterech takich ostrych ruchach czekamy aż przynęta uspokoi się, zwijamy nieco linkę tak, aby Chubby zawisł 2-3 cm nad dnem i rozpoczynamy właściwe łowienie czyli „cykl pierwszy”. Kolejne pociągnięcia szczytówki wędziska powinny być spokojniejsze. Z reguły wystarczą ruchy na odcinku 10 – 20 cm. Krótkie i dość agresywne ruchy wywołują zwykle najciekawszą i co za tym idzie najskuteczniejszą akcję przynęty. Są to z reguły niezbyt obszerne „ósemki”. Po kilku, kilkunastu ruchach, jeśli nie ma brań, zwijamy około metra linki i rozpoczynamy „fazę drugą”. Analogicznie postępujemy aż do osiągnięcia zaplanowanej wcześniej głębokości. Czasami granicą będzie głebokość 2-3 m od dna a czasami warto zbadać całą toń aż do pokrywy lodowej. Optymalne tempo poruszania Chubby Dartera najlepiej wypracować samemu, obserwując jego pracę w akwarium lub w płytkiej, czystej wodzie.

Każda faza powinna składać się z dwóch etapów. Pierwszy polega na zastosowaniu serii kilku, kilkunastu krótkich pociągnięć następujących w 2 – 3 sek odstępach. Jeśli nie ma brań przystępujemy do etapu drugiego. Po każdym swobodnym opadnięciu przynęty i zatrzymaniu się w pionie czekamy dłuższą chwilę. Długość tej przerwy rzecz jasna zależy od aktywności ryb. Większość brań ma miejsce podczas opadania przynęty. Tak atakują głównie większe ryby. Dużo brań ma jednak miejsce również w czasie „postoju”, kiedy Chubby po zrobieniu kilku okrążeń uspokaja się i zawisa niemal bez ruchu pionowo pod otworem w lodzie. Zdarzają się dni, w których ataki drapieżników następują nawet kilka sekund po kompletnym zaniku ruchów naszego woblera. Optymalną długość „postojów” należy za każdym razem ustalić doświadczalnie.

Ważne jest aby pozwolić naszemu Darterowi na swobodny opad. Próby utrzymywania napięcia na lince powodują „gaszenie” pracy przynęty i oczywiste zmniejszenie jej skuteczności.

Amerykańscy wędkarze podlodowi wciąż donoszą o pięknych połowach sandaczy na Chubby Dartera. Wszyscy zwracają też uwagę na jeden istotny szczegół. Od czasu gdy dołączyli tę przynętę do swoich ulubionych znacznie zwiększyła się średnia wielkość łowionych przez nich drapieżników. Zgodni są też co do jednego – brania na Chubby Dartera są o wiele pewniejsze niż w przypadku innych przynęt.

Oto co pisze na ten temat znany amerykański przewodnik wędkarski z Devil’s Lake w Pn.Dakocie – Jason Mitchell:

 

What is really fascinating to me however is how these baits seem to turn ordinary walleye into monsters. These same fish that would hit the traditional baits with the traditional “bite” would sometimes slam a Chubby Darter so hard you would feel the strike in your toes. You have to have pliers with you when you fish these baits because the bait is often gone. The hits are awesome, bone chilling and violent.”

Łowimy na specjalistyczną przynętę i polujemy raczej na większe ryby. Zastanówmy się więc czy na sukces wpłynąć może -

 

Sprzęt którego używamy do połowu Chubby Darterem.

 

Doświadczeni wędkarze nie mają co do tego wątpliwości. Aby skutecznie łowić tą przynętą należy zwrócić uwagę na każdy element naszego zestawu.

Zacznijmy od wędziska i kołowrotka. Wciąż wielu wędkarzy uważa, że wędka i kołowrotek do połowów podlodowych nie musi wyróżniać się niczym szczególnym. Ciągle łowią oni na sprzęt, który spokojnie można by oddać do muzeum historii wędkarstwa. Wędka zrobiona z ułamanej szczytówki starego spinningu, tani kołowrotek o ruchomej szpuli – to obrazek jakże często widziany na naszych wodach w zimie. Oczywiście wiem, że oni łowią ryby, że ważniejsza często jest wiedza o zwyczajach ryb i samym łowisku. Nikt mi jednak nie wmówi, że taki zestaw może pomóc w łowieniu albo przynieść satysfakcję. Nikt mi też nie wmówi, że dysponując odpowiednią techniką holu można takim zabytkiem wygrać z każdą rybą na lodzie. Zbyt wiele słyszałem opowieści o okazach, które „nie dały się wyjąć”! Na rynku jest teraz sporo tanich i całkiem dobrych wędek podlodowych wykonanych z włókna szklanego i węglowego. Długość należy dopasować do swoich przyzwyczajeń ale najczęściej najwygodniejszy okazuje się przedział 20 – 60 cm. Będziemy łowili stosunkowo delikatnie. Wędzisko nie może więc być zbyt sztywne ale też nie może uginać się pod ciężarem przynęty. Wskaźnik brań jest zawsze dobrym dodatkiem. Oczywiście wertykalne woblery nie są aż tak subtelnymi przynętami jak na przykład mormyszki. Czasami jednak, przy słabym żerowaniu drapieżników (szczególnie okoni) dobry wskaźnik brań może uratować wyprawę.

Kołowrotek jest nawet ważniejszy od wędki. Zdecydowanie proponuję modele o stałej szpuli. Jest ich teraz również sporo. Zgadzam się, że czasem lepiej pozostać przy niezawodnym, miękko pracującym kołowrotku o ruchomej szpuli, niż kupować błyszczący, pięknie pomalowany „złom” z dużą ilością łożysk, którego jedyną zaletą jest niska cena. Moim zdaniem jednak warto zainwestować w lepszy model, o niezawodnie działającym nawet na mrozie hamulcu i kabłąku. Taki kołowrotek będzie nam służył wiele lat bo i przecież nie będzie pracował tak intensywnie jak kołowrotek spinningowy.

Po drugie pojawia się pytanie – żyłka czy plecionka? Każdy podejmie decyzję samodzielnie. Zawodowcy są jednak co do tego zgodni – wszyscy wybierają plecionkę. Doświadczeni użytkownicy Chubby Dartera podają trzy główne powody, dla których stosują niemal wyłącznie plecionkę:

 

  • możliwość zastosowania bardzo cienkiej linki przy relatywnie dużej wytrzymałości,
  • lepsza kontrola pracy przynęty,
  • powtarzalność ruchów przynęty.

 

Pierwszego punktu nie trzeba długo tłumaczyć. Polujemy przecież na większe ryby.

Drugi powód jest również dość jasny. Nierozciągliwa i sztywna plecionka potrafi przekazać doświadczonemu wędkarzowi praktycznie wszystko co dzieje się na jej końcu. W łowieniu wertykalnym wobblerem większość czasu to praca na luźnej lince. Łowiąc żyłką z pewnością więc przegapimy część brań. Poza tym nawet najbardziej miękka żyłka o większej niż 0,15 mm grubości, nawinięta na małą szpulę ułoży się w spiralę, skutecznie utrudniając łowienie. Zwłaszcza przy temperaturach poniżej zera.

Trzeci punkt wymaga jednak kilku słów wyjaśnienia. Otóż wiadomo, że każda żyłka ma tendencję do skręcania się. Efektem tego zjawiska w przypadku łowienia pod lodem jest więc  wirowanie przynęty po zatrzymaniu. Już samo takie niezwykłe zachowanie potencjalnej ofiary może wzbudzić nieufność drapieżnika. Zawsze próbuje on ocenić całą sytuacje tak, aby atak był skuteczny i nie trzeba było go powtarzać. Uwidacznia się to zwłaszcza zimą, kiedy każda kaloria energii liczy się podwójnie. Wiąże się z tym również fakt, że zimą drapieżniki zwykle niechętnie gonią za ofiarą. Zdecydowanie wolą przymierzyć i zaatakować raz a dobrze. Wyjątkiem są tylko okonie i to nie te największe. Spójrzmy natomiast co dzieje się z Chubby Darterem zawieszonym na skręconej żyłce. Po każdym nieomal ruchu wędką wraca on w inne miejsce. Denerwuje to drapieżnika, który za każdym razem próbuje przewidzieć gdzie pojawi się ofiara aby ją w końcu pochwycić. Jeśli na skutek złego założenia lub wirowania przynęty spudłuje, zwykle rezygnuje z ataku w ogóle, lub co najmniej na dłuższy czas. Dotyczy to zwłaszcza sandacza, który zimą potrafi nawet uciec od niedoszłej ofiary, która zamiast unikać, „atakuje” go. Mistrzowie polecają więc do łowienia Chubby Darterem  plecionkę o ciasnym splocie np. Fire Line o wytrzymałości 4 – 8 Lbs (2 – 4 kg).  Musi być ona mocno impregnowana aby nie chłonęła wody. Zbyt miękkie plecionki nie nadają się do tego celu. Zamarzają i „puchną” na szpuli uniemożliwiając łowienie.

 

Istotne jest również, aby nie przywiązywać przynęty bezpośrednio do linki. Nic dziwnego – przecież Chubby Darter to wobler a podobna zasada dotyczy wszystkich przynęt z tej grupy. Musimy pozwolić mu na jak najbardziej swobodne wibracje po każdym ruchu wędką. Należy więc zastosować jak najmniejszą agrafkę lub luźny węzeł (jak np. zalecaną do małych woblerów pętlę Duncana).

Parę razy pojawił się istotny problem rozeznania sytuacji pod lodem. Jak to zrobić? Rzadko przejrzystość wody i głębokość łowiska pozwalają oglądać podwodny świat bezpośrednio przez otwór w lodzie. Na rynku dostępne są podwodne kamery, dzięki którym  możemy w sprzyjających warunkach obserwować nie tylko pracę przynęty ale i reakcję ryb na nasze wysiłki. Niestety bardzo często woda jest tak mętna, że kamera na nic się zdaje. Zwłaszcza jeśli chodzi o obserwację całego słupa wody pod otworem i analizę sytuacji na różnych głębokościach. Jest jednak urządzenie, które spełnia wszystkie warunki aby stać się absolutnie niezbędnym dodatkiem do ekwipunku podlodowego wędkarza. To podlodowa echosonda ale specjalnego typu – tzw. –

 

FLASHER

 

Pierwsze urządzenie tego typu skonstruowała amerykańska firma Vexilar w 1960 roku. Od tamtego czasu nieprzerwanie firma ta jest niekwestionowanym liderem w dziedzinie elektroniki „zimowej” pokrywając około 90% zapotrzebowania amerykańskiego rynku.

W praktyce właściwie nie jest możliwe spotkanie tam wędkarza na lodzie bez flashera! Wielu z nich posługuje się równolegle dwoma urządzeniami – flasherem i kamerą podwodną do ewentualnego rozpoznania gatunku zarejestrowanych echosondą ryb.

Urządzenie wygląda bardzo dziwnie i to często zniechęca do prób. Faktycznie jest ono niezwykle proste w obsłudze i po prostu niezastąpione na lodzie. Zasada działania jest podobna do klasycznej echosondy – ultradźwięki wysyłane przez zanurzony w wodzie przetwornik oraz analizujący sygnały komputer. Odczyty są analogią tzw. trybu „Fast track”. Flasher pokazuje po prostu co dzieje się pod otworem w lodzie w czasie rzeczywistym. Nie ma więc „płynących” po ekranie echosondy „rybek”, które w rzeczywistości pojawiły się pod nami tylko na chwilę i już dawno odpłynęły. W zamian na obwodzie kolistego wyświetlacza pojawiają się kolorowe paski obrazujące wszystko co w danej sekundzie znajduje się między powierzchnią wody a dnem. Trudno jest krótko opisać zasadę działania tego genialnego urządzenia. Powinno Wam chyba jednak wystarczyć to, że na monitorze możemy obserwować nawet najmniejszą przynętę (od 1 mm), każdą rybę która pojawi się w stożku przetwornika, to jak się zbliża do przynęty i jak ją atakuje! Oczywiście wszystko to odbywa się na tle skali więc jesteśmy świadomi głębokości. Szerokość i kolor paska sugeruje siłę sygnału (wielkość ryby i jej oddalenie od pionu). Pierwszy kontakt z flasherem to naprawdę niezwykłe przeżycie. Zupełnie niewiarygodna jest możliwość obserwowania czy i na jakiej aktualnie głębokości znajdują się ryby, jak reagują na takie czy inne ruchy przynęty a jak na zabranie z ich towarzystwa jednej z koleżanek! Nie od dziś wiadomo przecież, że jednym z kluczowych problemów wędkowania pod lodem jest znalezienie ryb. Z flasherem kończy się zgadywanie. Jeśli na lodzie jest woda to często nawet nie trzeba wiercić otworu! Szukamy ryb przystawiając co jakiś czas przetwornik do lodu.

Wykorzystując obserwacje wskazań flashera i reakcje ryb na pracę przynęt wprowadzimy naszą wiedzę o łowieniu pod lodem w zupełnie nowe obszary. Odkryjemy nowe miejsca przebywania ryb i poznamy ich nieznane do tej pory zwyczaje. Zweryfikujemy też nasze pomysły na najskuteczniejsze typy przynęt oraz sposoby ich pracy.

Wiadomo na przykład, że jeśli drapieżnik zainteresuje się przynętą to najgorsze co możemy zrobić, to starać się „wprowadzić” mu ją do pyska. Należy starać się utrzymywać ją stale 10 – 20 cm nad jego głową „uciekając” ku powierzchni. Delikatnie balansujemy tylko woblerem powoli unosząc go ku górze. Naśladujemy wówczas zachowanie osłabionej rybki, pozostając w obszarze najlepiej widocznym dla drapieżnika. Bez flashera jest to oczywiście niemożliwe. Pomyślcie ile ryb straciliście tylko z tego powodu!

Zdarzają się też dni kiedy drapieżniki są wyjątkowo ospałe i niechętne do „współpracy”.  Widać że są na łowisku i interesują się przynętą ale nie na tyle, żeby zaatakować. Warto wtedy zastosować prosty trick polegający na stworzeniu tandemu – Chubby Darter + przynęta naturalna. Amerykanie stosują najczęściej czerwone robaki lub kawałek małej rybki przynętowej. Można ten wabik umieścić na kotwiczce przynęty ale lepiej dowiązać do brzusznego oczka woblera krótki przypon z żyłki zakończony małym haczykiem lub kotwiczką. W obu przypadkach oczywiście Chubby traci sporo ze swojej ruchliwości a wszelkie manewry należy wykonywać bardzo powoli i ostrożnie aby nie poplątać całego zestawu.

 

Wyprawa na znaną wam dobrze wodę z flasherem i Chubby Darterem otworzy nowy rozdział w waszym wędkarskim życiu. Spróbujcie a nie pożałujecie! Do zobaczenia nad wodą!

 

Piotr Piskorski

 

www.vexilar.com

www.salmo.com.pl

 

 

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn