Dedykowane Salmo Giant Chubby

powrót
Dedykowane Salmo Giant Chubby
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

Giant Chubby był bezwzględnym faworytem moich połowów w ostatnim sezonie. Pozwala on na szybkie osiąganie dużych odległości i głębokości. Dzięki tym atutom bez straty czasu można dynamicznie i skutecznie sprawdzać nowe, interesujące miejsca. Myślę, że to dzięki specjalnemu wyważeniu i geometrii korpusu, który czyni tą przynętę unikalną. Jeśli pozwolimy mu opadać na luźnej lince w głębinę, pracuje jak wobler z nosem skierowanym w dół. Dlatego też mój Chubby jest nieźle poobijany i właściwie już stracił swój „nos” od ciągłych uderzeń w kamienie. Na pracę jednak to w ogóle nie wpłynęło. Technika połowu tą przynętą jest bardzo prosta gdyż połowę pracy wykonuje ona sama. Poza tym można bardzo łatwo generować różne jej ruchy, oczywiście kosztem prędkości tonięcia. Można go opuścić na dno a potem poderwać krótkim ruchem wędziska i znów na dno. Kolejne poderwanie z dna może być mocniejsze – przynęta podskoczy dzięki temu wyżej. Potem znów pozwalamy jej opaść na dno. Przy następnym ruchu Chubbiego zwykle następuje atak szczupaka. Przy podrywaniu Chubby ostro wibruje. Jeśli więc wędkarz wyczuje dobrze tą pracę, może bez kłopotu kontrolować każde jej stadium. W związku z tym wędkarz robi z nim co tylko chce.

Oto przede mną piękny kawałek stromego brzegu ze zwalonymi drzewami. Emocje rosną! Jest wyjście – duży „sajański” szczupak mignął za Chubbym między konarami zatopionego drzewa. Widać że jest aktywny i powtórzy. Drugi rzut i siedzi! Silne i pewne uderzenie. Zacinam i zabawa się zaczyna. Linka napięta mocno ale nie mogę mu za bardzo odpuścić. Nie chce się pokazać. Chodzi w prawo, w lewo, kołuje pod łódką. Ale przecież na to czekaliśmy! Na te emocje i szczęście! To przecież wynik niestandardowego podejścia do łowiska i techniki połowu. No i magicznej pracy Chubbiego. Walka trwa. Pokazał się, popatrzył na mnie i nura w głębinę! Żadnych bryzgów ani skoków – uparty odjazd nie do zatrzymania. Ale przełożenie kołowrotka 6.4 : 1 spełnia swoje zadanie i ryba jest coraz bliżej łodzi. A tu już idzie szybko – lip-grip za szczękę, szybkie fotki dla pamięci, ważenie, jeszcze jednak fotka i szybko do wody. Wszystko według zasad Catch & Release. Ryba początkowo jest w szoku ale po chwili odpływa powoli. Ja oczywiście bardzo szczęśliwy i jeszcze  pełen adrenaliny zostaję na łodzi z głupim uśmiechem patrząc za znikającą rybą. Już zastanawiam się ile też urośnie do naszego następnego spotkania.  Jestem zadowolony, że odpowiednio dobrałem przynętę i wdzięczny Chubbiemu za trofeum. W końcu otworzył przecież mój dobry sezon 2010 na Krasnojarskim Zbiorniku Zaporowym w maju. Pod koniec dnia trafiłem wtedy na ładną jamę przy ujściu potoku. Echosonda pokazywała 7-8 metrów i sporo ryb przy dnie. Mimo iż próbowałem różnych „Buldogów”, „rattlinów” i głębinowych jerków, piękna, pięciokilowa „mamuśka” miała smak właśnie na Chubbiego! Wtedy właśnie uwierzyłem w tą przynętę i od razu zaopatrzyłem się we wszystkie dostępne kolory chociaż jego skuteczność wynika raczej z unikalnej pracy.

Jak wiadomo technika połowu Giant Chubbym związana jest z dużymi głębokościami w pobliżu dna a haki są spore. Złowiłem więc na niego przy okazji wiele gałęzi i kamieni ale straciłem na zaczepie tylko jednego.

Chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej zalecie Giant Chubby i to nie ze względów reklamowych, ale po prostu żeby zwrócić uwagę na fakty. Cena tej przynęty jest powiedziałbym demokratyczna i jak najbardziej prawidłowa. Dostępna nawet dla młodzieży i początkujących wędkarzy co bez wątpienia czyni ją przynętą masową.

Kupiłem też małego Chubby Dartera i latem skutecznie łowiłem na niego okonie pionowo pod łódką. Takie super bajtowe połowy przyniosły mi dużo zabawy.

Na koniec mam jeszcze takie hasło podsumowujące: „głębokość – trofeum – Giant Chubby!”

 

Wiaczesław Naumcew

Salmo GIANT CHUBBY

 

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn