• PL
  • EN
  • RU

El Dorado – wymarzone złoto Amazonii

powrót
El Dorado – wymarzone złoto Amazonii
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

Czuliśmy się jak królowie dżungli odkrywając nasze El Dorado. Niczym kolumbijscy odkrywcy nie wiedzący co spotka ich następnego dnia. Podniecenie, zmęczenie i pragnienie osiągnięcia celu budziły nas każdego poranka i pchały do przodu. To było jak szaleństwo, absurd i obsesja. Jednak wiedzieliśmy, że nie jesteśmy wariatami. One były w tym przepastnym lesie i musieliśmy na nie w końcu trafić. Legendarne Dorady z dorzecza Amazonki!

Poszukiwanie tych ryb w Boliwi okazało się zadaniem bardzo trudnym. Mógłbym zanudzić czytelnika nazwami rzek, które sprawdziliśmy od ujścia aż po źródła, licząc na znalezienie tego po co przybyliśmy – bezskutecznie. Po prawie trzech miesiącach eksploracji dziewiczej dżungli, u progu fizycznej i psychicznej wytrzymałości, znaleźliśmy wreszcie rzekę pełną żywego złota – naszej wymarzonej DORADY!

Rio El Dorado -jak ją nazwaliśmy – była przepiękna, całkowicie nieznana, z krystalicznie czystą wodą spływającą z gór porośniętych lasem deszczowym, gdzie krzyki małp przeplatały się z głosami papug… Urok tego miejsca powalił nas na kolana i żadne słowa nie są w stanie opisać co czuliśmy w tamtych chwilach. Wraz z indiańskimi przewodnikami z plemienia Tsimane podążaliśmy w górę rzeki, z niedowierzaniem obserwując ogromne ławice ryb czmychające z płycizn w mroczne zagłębienia dna. Naszym środkiem transportu była 10-metrowa curiara, łódź wydłubana z pnia drzewa.

Hipnoza – tak można nazwać stan jaki odczuwaliśmy obserwując widoki wokół nas. Na brzegu tętniąca życiem dżungla, a pod wodą tysiące sabalo przepływające koło łodzi i ogromne sumy czyhające na nie – niektóre wyglądające jak zatopione pnie drzew. Czasami dało się zaobserwować spławy walecznych pacu, przypominających wyglądem gigantyczne piranie.

Jednak największe wrażenie zrobiły na nas dorady. Polujące stado tych ryb daje spektakl jaki widzieliśmy wcześniej tylko na filmach przyrodniczych. Niczym wataha wilków osaczają swoje ofiary. Zdarzało się, że kilkanaście wielkich złotych ryb z impetem wpadało w ławice sabalo, które w panicznej ucieczce i rozbryzgach wody, zaczynały fruwać ponad jej taflą… Niezapomniane widowisko w którym życie spotyka się ze śmiercią. Widząc taki kocioł, posyłaliśmy przynęty w te miejsca. Brania następowały praktycznie natychmiast po zetknięciu się woblera z lustrem wody. Często kilka ryb rzucało się jednocześnie na przynętę, wyrywając ją z pyska tej, która okazała się najszybsza! Finał takich zapasów był dla nas często opłakany w skutkach… Kłapiące pyskami dorady, w szalonym ataku obcinały nasze żyłki i plecionki ostrymi jak gwoździe zębami – pomimo użycia długich przyponów tytanowych! Wystarczyło, że plecionka znalazła się na linii ataku drapieżnika i przypadkowo zostawała przecięta podczas tej podwodnej orgii! Pomimo ogromnej liczebności dorady w rzece, okazała się ona rybą nie tak łatwą do złowienia i jeszcze trudniejszą do wyholowania. To niezwykle dynamiczny i silny przeciwnik, który więcej czasu spędza w powietrzu niż wodzie, kiedy tylko poczuje hak w pysku. Taki wojownik wymaga od wędkarza 100 procent koncentracji i zachowania zimnej krwi. Duże znaczenie ma odpowiednie dobranie zestawu – jego moc i niezawodność. Podczas walki z doradą nie ma miejsca na kompromisy – tylko najlepszy sprzęt jest w stanie wytrzymać ten barbarzyński test.

Przynętami na które łowiliśmy były głównie Slidery i Fatso firmy Salmo. Charakter rzeki pozwalał na jerkowanie a w bystrzejszych partiach wystarczyło przytrzymać wabik w prądzie by zaczął wykonywać ruchy prowokujące drapieżniki.

Spining to nasza ulubiona metoda, choć próbowaliśmy również sił ze sprzętem muchowym. W czasie wędkowania każdy element zestawu przeszedł ekstremalny test. Pomimo użycia wzmocnionych kółek łącznikowych i kotwic firmy Owner zdarzało się, że po holu większej sztuki musieliśmy wymieniać uzbrojenie. Walczące dorady niejednokrotnie demolowały nasze zestawy, a przynęty wyjmowane z ich pysków wyglądały czasem jak po uderzeniu młotem. Siła szczęk dorady i ostrość ich zębów są cudem inżynierii natury, która stworzyła drapieżcę doskonałego.

Podczas polowania na dorady naszym łupem padały często olbrzymie pacu podobne do piranii – siłą i walecznością nie ustępujące doradzie. Kolejną atrakcją tego łowiska są sumy dorastające do imponujących rozmiarów. Pręgowane biało -czarne surubi łowiliśmy skutecznie na woblery. Wystarczyło przynętę opuścić bliżej dna, aby natychmiast ryba – widmo zamknęła ją w swoim pysku. Większe sumy z gatunku toro i muturo łatwiej można było skusić na przynętę naturalną podczas zasiadki. Na każdym kroku ogromne stada sabalo zbierały z tafli wody pokarm jaki niosła rzeka- wymarzona ryba do połowu na suchą muchę.

Poruszaliśmy się głównie brodząc w ciepłej wodzie. Głębsze miejsca przepływaliśmy łodzią. W dopływach i na płytszych odcinkach próbowałem swoich sił z jednoręczną muchówka klasy 10. Moje braki w operowaniu takim sprzętem nie przeszkadzały doradom. Branie tej ryby na muchę jest bardzo widowiskowe i daje potężny zastrzyk adrenaliny. Nagłe pociągniecie sznura, potem szpuli kołowrotka i huk spadającej do wody ryby. Potem  seria kolejnych wyskoków raz za razem – bez ładu, składu i logiki. Kompletna szajba! Wszystko dzieje się błyskawicznie i tak naprawdę poza kontrolą. Siły fizyki maltretują sprzęt, sznur tnie wodę ze świstem i bryzgami wody – a na końcu zestawu metrowa ryba przeżuwa niezniszczalny hak, na którym ukręcona jest mucha… Niestety okazuje się, że niezniszczalne rzeczy nie istnieją… Kto nie wierzy, powinien pojechać na boliwijskie dorady… Z tych zapasów z reguły zwycięsko wychodziła ryba. Średnio wyjmowaliśmy co czwartą – piątą, którą udało się w ogóle zapiąć na hak…

Oczarowani przyrodą i wspaniałymi chwilami przeżytymi  nad naszą Rio El Dorado, po licznych trudach i perypetiach, podpisaliśmy kontrakt z lokalnymi władzami i przedstawicielami Indian Tsimane, na budowę bazy wędkarskiej oraz wyłączność na sportowy połów ryb w tym łowisku!

Wiosną, po zakończeniu pory deszczowej, ruszamy do Boliwi rozpocząć budowę bazy i przygotować teren do wizyty pierwszych gości. Pionierska wyprawa grupowa już w maju pod patronatem firmy Salmo. Szczegółowe informacje i zapisy chętnych dostępne są na stronie www.salmo-adventures.com

Kiedy myślę o wszystkim co przytrafiło nam się w Boliwii i czego udało się tam dokonać , to… mimo iż czuję uszczypnięcia w rękę, nie jestem pewien czy to jednak nie był sen…

 

Grzegorz Borowski

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn