Królowa spod strażnicy

powrót
Królowa spod strażnicy
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

21 grudnia 2002 roku wybrałem się na głowacice wraz z przyjaciółmi Marianem Godzicem i Januszem Palonkiem na Dunajec w okolice Zabrzeża. Pierwszy dzień połowu nie przyniósł oczekiwanych efektów, choć obłowiliśmy wiele wspaniałych miejsc. Wieczorem temperatura spadła do 10* C poniżej zera i rzeką zaczął płynąć śryz. Musieliśmy więc zmienić miejsce połowu. Następnego dnia przenieśliśmy się do Sromowiec Wyżnych pod Czerwoną Skałę. Dokładnie obłowiliśmy wlew wraz z płanią i kilka miejsc poniżej. Zbliżał się powrót do Krakowa. W tym czasie skontaktował się z nami mój serdeczny przyjaciel Tomek Wieczorek pytając czy zostałbym dłużej bo właśnie wyjeżdża z miasta i późnym popołudniem będzie nad rzeką. Po krótkiej chwili namysłu postanowiłem więc zostać. Łowiliśmy do wieczora a kiedy zaczęło zmierzchać, na środku bani pokazała się ładna ryba. Zaczęliśmy intensywniej łowić zmieniając co chwilę wobblery. Założyłem dwuczęściową ”sielawkę” Salmo i po kilku rzutach poczułem dziwne zawirowanie ale niestety na tym się skończyło. Spotkaliśmy kolegów po kiju, którzy z przejęciem opowiadali jak to jednemu z nich zeszła duża ryba „Pod Strażnicą”.

Po 17.00 koledzy odjechali do Krakowa i za chwilę przyjechał Tomek. Zaproponował on zakwaterowanie u swojego przyjaciela Marka. Stworzyłoby to okazję do wypicia małego kuśtyczka grzańca po góralsku i snucia opowieści o wielkich głowacicach. I słowo ciałem się stało – do późnej nocy popłynęły pospołu grzaniec i opowieści. Ranek powoli wyciągał nas z łóżek, więc pod Czerwoną Skałą stanęliśmy dopiero o 7.30, co jak się okazało był najwłaściwszą porą. Tomek, któremu dałem kilka wobblerów Salmo (dwuczęściowe Whitefish w kolorze pstraga) wkrótce zapiął dwie „krótkie” głowatki pod rząd. W tym czasie Marek dostał jedną „krótką” i jedną 80 cm. Ja miałem branie na Warriora Salmo ale ryba zeszła po krótkiej walce. Łowiliśmy tak około godziny i brania się skończyły więc postanowiliśmy zmienić miejsce. Wybór padł na Strażnicę. Po przybyciu na miejsce rozeszliśmy się na stanowiska. Marek łowił w połowie „bani” a ja z Tomkiem poszedłem powyżej, na wlew. Tomek pierwszy zaczął łowić i powoli schodził w dół. W tym samym czasie postanowiłem przewiązać węzeł bo po ostatnich zawadach mocno się osłabił. W końcu zapiąłem wobbler i zacząłem rzucać. Rzucałem Warriorem Crank Salmo, lekko skosem w górę rzeki co jakiś czas podszarpując. Warrior zachowuje się wtedy jak „trącony” jelec. Szybko przyniosło to efekt , bo już w trzecim rzucie na wprost kamienia mam branie! Zacinam mocno i zaczyna się walka. W pierwszej chwili wydawało mi się, że jest to ryba niewymiarowa. Wynikało to z jej zachowania. Zaraz po zacięciu była na powierzchni ostro młynkując. Chcąc uspokoić rybę wsadziłem szczytówkę pod powierzchnię. Głowatka też na chwilę zeszła głębiej ale jak tylko uniosłem szczytówkę ponownie młynkowała spływając w dół rzeki. Tym samym zbliżyła się do mnie i można było zobaczyć co to za padalec się uwiesił. Marek krzyczał z daleka, że niewymiarowa ale Tomek stojący bliżej uspokoił mnie krzycząc: „Jest duża! Wielka!”. Po chwili i ja ją zobaczyłem w całej okazałości. Była rzeczywiście spora. Doholowałem rybę do łagodnego brzegu a Marek na nią usiadł wsadzając ręce pod skrzela. W tym momencie dostała szału, zaczęła się miotać a Marek zaczął krzyczeć, że ma kotwicę w dłoni! Nie wiedziałem więc ostatecznie kto był zaczepiony na mojej przynęcie. Krzyczę na Marka aby powoli wyjął rękę i puścił rybę. W końcu Marek uwolnił się i ryba odpłynęła na szczęście ciągle zaczepiona na końcu mojej wędki. Marek uspokaja mnie, że głowatka jest dobrze zaczepiona – dwoma hakami w „nożyczkach”. Powoli zawracam rybę w miejsce poprzedniej próby lądowania. Tym razem sam chwytam za pokrywę skrzelową i mocno trzymając wynoszę na brzeg. Gratulacje, okrzyki podziwu i pamiątkowe zdjęcia. Ryba ma 104 cm długości i waży 11 kg.

Mój sprzęt to wędzisko Black Star CM f-my Cormoran, kołowrotek ABU Cardinal 66 z żyłką 0,40.

Warrior Crank jest moim zdaniem doskonałą przynęta na duże ryby. Dzięki temu, że z powodzeniem imituje płoć, jelca lub małego leszcza, którymi żywią się drapieżniki, idealnie nadaje się do łowienia głowacic i szczupaków. Doskonale imituje zachowanie chorej ryby. Aby spotęgować to wrażenie, rzucamy wobbler pod prąd rzeki i ściągamy z prądem lekko przy tym podszarpując szczytówką wędziska. Następnie pozwalamy mu swobodnie spływać. Wobbler ten doskonale współpracuje z wędkarzem wykonując każde jego polecenie a ewolucje, które wykonuje do złudzenia przypominają żywą, osłabioną rybę.

Polecam tą przynętę wszystkim wędkarzom – tak początkującym, jak i specjalistom! Spełni wszystkie wasze oczekiwania przyczyniając się do złowienia wspaniałych okazów.

A co obok wymienionych zalet skłoniło mnie do zastosowania Warriora Crank w tym miejscu i czasie? Otóż kilka sezonów wcześniej, w tym samym miejscu złowiłem głowacicę o długości 92 cm. W jej żołądku znalazłem 14 jelców a jak już wspominałem, Warrior Salmo doskonale imituje ten gatunek. Okazało się to trafnym wyborem – wobbler spisał się na medal – razem wyciągnęliśmy 11-kilową głowacicę.

Połamania kija życzy,

Tadek Ćwik
 
Salmo WARRIOR CRANK
Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn