Leniwy wobler na wielkie bolenie

powrót
Leniwy wobler na wielkie bolenie
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

Każdy spinningista nie raz będąc nad wodą bezskutecznie próbował skusić wielkiego bolenia do brania. Często żerującego tuż pod nogami lub w warkoczu niedaleko stanowiska, w którym łowił. Nie pomagało wykorzystanie całego arsenału przynęt. Duża ryba żerowała w najlepsze nie reagując na nic, co podsuwało się jej w okolice rewiru łowieckiego.

Zdarza się też, że widzimy co jakiś czas atak wielkiej rapy po czym nastaje cisza. Mimo długotrwałego czesania wody nie udaje się ryby skusić do brania i nie pokazuje się ona już więcej. Z moich doświadczeń wynika, że raz zaobserwowana rapa z reguły nie odpływa daleko tylko schodzi w głębsze partie wody. Niczym duży pstrąg ma swoje rewiry łowieckie i te, w których odpoczywa przed następnym atakiem. Tam zbiera siły obserwując gromadzącą się drobnicę i w odpowiednim momencie przypuszcza atak.

Teoretyczną wiedzę jak złowić bolenia ma każdy spinningista. Nie każdy jednak może poszczycić się okazami tej ryby. Większość wędkarzy szuka boleni w okolicach szczytu kamiennej tamy lub w środkowych partiach warkoczy. Tu jednak często przebywają mniejsze bolenie, które startują do naszych wabików. Duży boleń to ryba końca warkocza, nieco głębszej wody i równego nurtu. To ryba, którą znajdziemy przy jesiennej burcie, w zawirowaniach za zwalonym drzewem w głębokim nurcie. Za śródrzecznym kamieniem leżącym na skraju głębokiej rynny i płytkiej rafy. Za wszelkimi przeszkodami dającymi schronienie drobnicy o ile w ich okolicach jest głęboko i spokojnie. Takim miejscem mogą być napływy raf, zwalisk, poprzerywanych starych tam rzecznych. Dobrze jest, jeśli przed takimi miejscami w wodzie leży kilka drzew, nurt jest równy a w okolicy ciągnie się głębsza rynna, w której pływają płocie i klenie.

Sprzęt

Moje polowanie na rzeczne rapy to nie zabawa z małymi rybkami. Dlatego też cały zestaw musi być bardzo solidny. Nierzadko zdarza się, że uklejopodobną przynętę zaatakuje sum lub sandacz. Duży boleń potrafi zdemolować kotwice, porwać nawet grubą żyłkę lub zniszczyć solidne agrafki. Na dodatek miejsca, w których będziemy łowić obfitują w zaczepy a szkoda zostawiać tony przynęt w wodzie.

Do łowienia dużych boleni używam 3 metrowego wędziska o akcji Super Fast i ciężarze   rzutowym do 32g. Dzięki takiej wędce mogę posłać boleniową przynętę bardzo daleko i zaciąć rybę z dużej odległości. Do tego kołowrotek klasy 3000 i oczywiście plecionka. Przy wyborze żyłka czy pleciona trzeba wziąć pod uwagę kilka aspektów. Plecionka daje nam podobną wytrzymałość co żyłka przy sporo mniejszej średnicy. Jest jednak dużo mniej rozciągliwa co przy bardzo agresywnym braniu może skończyć się jej zerwaniem. Z moich obserwacji wynika, że bolenie na sztywnym zestawie są dużo bardziej agresywne podczas walki. W tym roku testowałem wielokrotnie i żyłki i plecionki i wniosek zawsze był taki sam.

Łowiąc miękkim zestawem zaciąłem pewnego dnia bolenia o długości 75cm. Ryba po krótkim odjeździe uspokoiła się szybko i dość łatwo dała się podprowadzić do łodzi. Tu po kilku odjazdach już wyjątkowo spokojnie dała się podebrać. Wszystko trwało może minutę. Tego samego dnia zmieniając zestaw na sztywny, z plecionką, zapiąłem bolenia 65cm. Ryba mimo, że o wiele mniejsza dała mi nieźle popalić. Branie było podobne jak przy tej większej. Uderzenie, odjazd. Tyle tylko, że na plecionce boleń się nie uspokajał. Targał mocno łbem, odjeżdżał i kilka razy wyskoczył nad wodę. Przy łodzi po około 3 minutach był już wyjątkowo zmęczony. Takich przykładów mógł bym tu podać wiele.

Łowiąc duże bolenie zrezygnowałem praktycznie z innych przynęt niż tylko tonące woblery. Gdy te nie skutkują sięgam po spore wahadłówki lub rippery. Używając twisterów częstym przyłowem były sandacze, więc przestałem na nie łowić. Wszystkie moje woblery przypominają ukleje, klenie lub krąpie. Tymi ostatnimi łowię głównie jesienią. Tonący wobler pozwala szybko dotrzeć w odpowiednie partie wody, co przekłada się na ilość brań. Duży boleń o wiele chętniej zaatakuje przynętę, do której nie musi startować z odległości kilku metrów. Gdy nie ma brań dość często zmieniam przynęty by w jak najkrótszym czasie znaleźć odpowiednią. Zmieniam je głównie pod kątem agresywności pracy. Kolor dopasowuję dopiero, gdy wybiorę najskuteczniejszą pracę przynęty.

Co ciekawe przez większą część roku najskuteczniejsze okazywały się przynęty o prawie niewyczuwalnej akcji. Szczególnie w sytuacjach, gdy bolenie żerowały na stadach sporej uklei. Testując różne modele produkowane seryjnie woblerów, jak i unikalne rękodzieła stwierdziłem, że większość skutecznych przynęt ma bardzo drobną, lusterkującą pracę. Mimo silnego nurtu i wirów wydawałoby się uniemożliwiających drapieżnikowi zlokalizowanie ofiary, to właśnie przynęty z ubogą pracą okazywały się najskuteczniejsze. Sam długo nie mogłem się przekonać do takich woblerów. Pierwsza tego typu przynęta -  Thrill firmy Salmo, przeleżał u mnie w pudełku kilka tygodni zanim trafił do wody. Już jednak w pierwszym rzucie przyniósł mi branie! Przypadek sprawił też, że odkryłem skuteczny sposób prezentacji tej przynęty. Łowiłem wtedy świeżo nawiniętą plecionką. Po dość dalekim rzucie, gdy przynęta wpadała do wody zrobił mi się mały węzełek przy kołowrotku. Rozplątując go pozwoliłem woblerowi dryfować w silnym nurcie w stronę brzegu. Gdy ukończyłem walkę z linką uniosłem kij do góry by zacząć szybkie zwijanie pod powierzchnią. Wtedy właśnie nastąpiło delikatne stuknięcie i gwałtowny odjazd. Thrill prawie nie pracował, to jednak wystarczyło żeby skusić rybę. Tego dnia złowiłem jeszcze trzy ładne bolenie łowiąc w ten właśnie sposób! Ta przygoda zmieniła całkowicie moje spojrzenie na łowienie tych ryb. Odrzuciłem stereotypy i zacząłem szukać nowej drogi do sukcesu. Niby martwy kawałek pianki pomalowany niczym żywa ukleja stał się początkiem wielkich łowów. Dzisiaj 75% moich pudełek zajmują te właśnie woblery.

Wlewy i przelewy

Wlew to idealne miejsce na dużego bolenia o ile jest szeroki, głęboki i z kamienistym dnem. Nurt musi być wyraźny a za kamieniskami musi znajdować się dość spokojna i głęboka woda gdzie spokojnie będzie odpoczywać drobnica. Zauważyłem, że im wyższa woda i silniejszy nurt, tym bolenie zajmują stanowiska dalej, w wirach tworzących się za wlewem. Im niższa woda, mniejszy przepływ i spokojniejszy nurt tym ryby przemieszczają się bliżej wlewu a często też stają przed nim. W takich miejscach często w ogóle nie widać typowych dla boleni powierzchniowych ataków. Ryby mniejsze często biją w okolicach takich wlewów, pod brzegami czy w okolicach warkocza. Pamiętajmy jednak, żeby nie omijać tego typu łowisk nawet jeśli podczas dłuższej obserwacji nie widać tam ryb. Jeśli wlew jest szeroki i głęboki rzucam wobler w poprzek nawet lekko w górę i bardzo powoli pozwalam mu spływać na napiętej lince. Zwijam co kilka chwil metr , półtora. Robię to jednak powoli i lekkimi ruchami szczytówki ku górze. Dzięki temu wabik wygląda jak osłabiona ryba walcząca z silnym nurtem. W takich miejscach brania są z reguły bardzo silne z mocnym odjazdem w dół rzeki. We wlewach brania można spodziewać się dosłownie w każdym miejscu. Zarówno w wirach za rafą o ile tam poprowadzimy wabik nieco szybciej, jak i w całym napływie oraz warkoczach za klinem wlewu.

Na początku października znalazłem nad swoją rzeką taki właśnie wlew. Między jedną a druga rafą ma on szerokość około 30- 40 metrów. Woda jest głęboka, z silnym nurtem. Łowiłem tam głównie rano. Pod brzegiem, na wysokości raf bolenie żerowały praktycznie cały czas. Jednak nie były to duże sztuki. Udało mi się to sprawdzić łowiąc kilka ryb nie przekraczających 60cm. Zacząłem więc systematycznie i dokładnie obławiać wlew. Najpierw obłowiłem napływ łowiąc rybę w okolicach 70 cm. Potem rozpocząłem obławianie samego wlewu. W miejscu gdzie łączą się dwa warkocze, w typowym klinie na przytrzymywany i delikatnie podszarpywany wobler uderzył ogromny boleń. Odjazd trwał kilkanaście sekund po czym ryba wyskoczyła w powietrze wypinając się. Okazało się, że rozprostował się jeden z grotów kotwiczki.

Burty

Łowiąc przy burtach brzegowych szukamy wszelkich przeszkód tworzących schronienie dla drobnicy. Zwalone drzewa, urwiska, stare umocnienia brzegu i przelewy. Każde z takich miejsc warto obłowić najpierw prowadząc przynętę z prądem a następnie pod prąd. Wobler prowadzony z nurtem bywa często atakowany już w pierwszym rzucie. Zdarza się jednak, że trzeba powtarzać rzuty kilka a nawet kilkanaście razy w jeden punkt. Jeśli ryby nie reagują warto obłowić to miejsce prowadząc przynętę pod prąd.

Burty to wyjątkowe łowiska. Można tu złowić każdego drapieżnika a złowione bolenie należą do tych trudniejszych. Szczególnie te duże sztuki. Kto nauczy się łowić bolenie na burtach, wśród powalonych drzew, poradzi sobie praktycznie na każdym łowisku. Idealna burta jest gliniasto – piaszczysta. Nurt nie może tam jedynie sypać piaskiem. Dno powinno być twarde i głębokie, usiane kamieniami i drzewami. Nurt powinien być silny i w miarę jednostajny. Jeśli w takim miejscu zaobserwujemy spławy krąpi lub wieczorne żerowanie drobnych kleni na powierzchni w okolicach wystających z wody drzew możemy być pewni, że w tych miejscach stoją duże rapy.

Udało mi się to kiedyś udowodnić znajomemu, który nie wierzył że w takim właśnie typowo sandaczowym miejscu można złowić bolenia i to nie przez przypadek. Gdy tylko słońce zaczęło oświetlać szczyty drzew a drobnica ruszyła na żer, pod jednym ze zwalonych drzew spory drapieżnik urządził sobie ucztę. Ataki do złudzenia przypominały polowanie suma. Znajomy usilnie męczył to miejsce pękatym woblerem. Przez dłuższy czas siedziałem obok przyglądając się jego zmaganiom. W pewnym momencie odpuścił, wyszedł z wody i powiedział żebym ja spróbował złowić tego suma. Uśmiechnąłem się tylko wiedząc, że to nie sum był powodem wyskoków drobnicy. W trzecim rzucie na Thrilla Salmo zapiąłem dużego bolenia. Równe 75 cm. W ciągu godziny z tego miejsca wyjąłem jeszcze dwie ryby podobnej wielkości. Wszystkie na wolno prowadzony wobler z podszarpywaniem co dwa trzy obroty korbką.

Przykosy

Przykosy, to miejsca, w których wielkie rapy przebywają bardzo często. Łowię tu podobnie jak na wlewach. Obławiam bardzo powoli koronę i spad zaraz za nią. Po przeczesaniu szczytu przykosy posyłam wobler coraz dalej na blat za przykosę. Czasem pozwalam mu opaść do dna w najgłębsze miejsca za przykosą. By kilkoma szybkimi obrotami korbki i podrywaniem szczytówki podprowadzić go w wyższe partie wody. Wypracowałem pewien trick na takie miejsca, który już kilka razy pozwolił mi złowić ładną rybę. Po rzucie ustawiam wędkę prostopadle do lustra wody i ściągając przynętę szarpię nią na boki. Między godziną 10 a 14stą. Brania najczęściej są podczas szybkiego skoku przynęty w bok. Wydaje mi się, że takie zachowanie wabika imituje szybką ucieczkę w bok rybki po tym, jak ta dostrzega drapieżcę. Warto po szybkim szarpnięciu w jedną i drugą stronę przyspieszyć zwijanie.

Główny nurt

To łowisko największych boleni. O ile tylko na dnie znajdują się jakieś przeszkody, za którymi bolenie mogą się przyczaić a w okolicy znajdują się żerowiska płoci lub krąpi. Wystarczy jakiś kamień lub mulda na dnie a takie miejsce może być już potencjalnym łowiskiem grubych rap. Łowiąc w głównym nurcie idealnie jest gdy uda nam się znaleźć długą i głęboką rynnę. Obławianie takich miejsc wcale nie jest takie proste. Silny i głęboki nurt utrudnia sprowadzenie migotliwej przynęty w okolice dna. Ja obławiam takie rynny łowiąc w poprzek. Zaczynam zawsze od ich szczytu, rzucając przynętę sporo powyżej tak, aby zanim dotrze ona do początku rynny, osiągnęła już pożądana głębokość. Przypomina to trochę łowienie metodą przepływanki. Warto jest kontrolując spływanie przynęty co jakiś czas ja poderwać o metr do góry. Robię to samym wędziskiem. I w ten sposób obławiam rynnę poruszając się w dół rzeki. Jeśli woda jest głęboka dobrze jest w ten sam sposób obłowić najpierw warstwę przydenną następnie środkowe partie wody aż w końcu powierzchnię a właściwie metrową warstwę wody pod powierzchnią. W takich miejscach jeśli mamy łódź warto zakotwiczyć się kilka metrów powyżej rynny i lekko z boku. Takie zakotwiczenie pozwoli nam co jakiś czas zatrzymać wabik w miejscu. Warto czasem „zagrać” przynętą w miejscu, szczególnie w okolicach podwodnych zawad.

Boleniowe tricki

Oczytani jak podejść bolenia wybieramy się nad wodę. Wybieramy ciekawe miejsca w których spodziewamy się ryb i typujemy wśród nich najlepsze – to będzie nasze łowisko. Polując na wielkie bolenie nie biegam po rzece oddając po kilka rzutów to tu, to tam. Dokładnie obławiam wytypowane miejsce. Bywa, że poświęcam mu nawet kilka godzin. Jeśli łowię rafach  posyłam wobler daleko za warkocz. Zamykam kabłąk, zbieram luz i pozwalam aby nurt sam nadawał przynęcie pracę. Co kilka chwil zwijam kilkanaście centymetrów linki i podszarpuję wabikiem. Przynęta delikatnie stuka co jakiś czas o dno imitując osłabioną rybkę. Gdy wobler dochodzi do warkocza unoszę kij do góry tak aby przynęta podniosła się do powierzchni. Nadal prowadzę go niezwykle powoli i co jakiś czas zatrzymuję by opadł kilka do kilkunastu centymetrów. Gdy wypłynie za warkocz delikatnie przyspieszam. Tu w zależności od intensywności żerowania prowadzę przynętę szybko z podszarpywaniem lub wolno z przerwami na wzór sandaczowego opadu. Brania najczęściej mają miejsce gdy przynęta odrywa się od dna by wpłynąć w warkocz lub zaczyna z niego wypływać na spokojna wodę. Podczas takiego łowienia trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nie nastawiamy się w końcu na małe ryby a tych największych nie ma aż tak dużo. Najważniejsze w łowieniu na wolno prowadzone woblery dużych boleni jest taka ich prezentacja, która najlepiej imituje zachowanie osłabionej, łatwej do upolowania leniwemu boleniowi ofiary. Nie spieszmy się więc ze zwijaniem nawet gdy ryby dobrze reagują na szybsze prowadzenie. Wolniejsze tempo da nam może mniej brań ale z pewnością będziemy bardziej zadowoleni z wielkości złowionych okazów. W podobny sposób obławiamy rynny, w których spodziewamy się boleni. Łowiąc z brzegu warto jest „obstukać” dno główką jigową żeby poznać ukształtowanie łowiska i zlokalizować zaczepy. Dysponując łodzią dobrze jest popływać wcześniej po upatrzonych miejscach i zlokalizować podwodne przeszkody za pomocą echosondy. Jeśli mamy już wysondowaną taką rynnę, wiemy gdzie leży kamień, gdzie kłoda a gdzie jest wymyty jakiś dołek – możemy zawiązać wobler. Posyłamy go lekko pod prąd i powoli zwijając podszarpujemy szczytówką. Gdy przynęta zbliży się do zlokalizowanych wcześniej zawad unosimy szczytówkę imitując ucieczkę ryby. Jednak nie za szybko. Pamiętajmy, że wabik ma udawać osłabiona rybę. Gdy wobler minie przeszkodę pozwalamy opaść mu do dna i dalej prowadzimy powoli podszarpując szczytówką. Brania najczęściej można się spodziewać podczas imitowania ucieczki ryby do powierzchni. Czujnym trzeba być cały czas, gdyż duży boleń potrafi zaatakować opadający powoli wobler, spóźnione zacięcie z reguły kończy się stratą pięknej zdobyczy.

Zatopione drzewa obławiam najpierw z napływowej strony. Tam w zawirowaniach trzyma się drobnica. W wymytym nieco niżej dołku, rynience czają się płocie i klenie a w okolicy duże bolenie. Rzucam wobler w miarę możliwości daleko powyżej zwalonego drzewa i sprowadzam z nurtem jak najbliżej przeszkody. Zwijam żyłkę bardzo powoli, tak żeby przynęta spływała tylko nieco szybciej niż nurt. Co jakiś czas podszarpuję szczytówką żeby jak najlepiej imitować zachowanie chorej rybki. Brania najczęściej są bardzo mocne i pewne. Gdy tylko przynęta mija zwalone drzewo możemy spodziewać się ataku. Nierzadko jednak ryba odprowadzi ją pod same nogi i tam uderzy. Często kończy się to fontanną wody i zdemolowaniem zestawu. Jeśli nie ma brań, obławiam zwalone drzewo z drugiej strony. Staram się poprowadzić przynętę możliwie blisko dna i zatopionej przeszkody.

Łowiąc na ,,leniwego woblera” prowadzonego powoli pod prąd stwierdziłem, że brania boleni bywają wtedy bardzo delikatne. Przypominają często sandaczowe puknięcie. Dlatego właśnie polecam szybkie kije i plecionkę aby wyczuć to delikatne pstryknięcie i szybko zareagować. Ryby łowione w ten sposób najczęściej zapięte są za sam czubek pyska ostatnią kotwiczka przynęty. Co  ciekawe na tak prowadzonego woblera rzadko biorą ryby mniejsze niż 60 cm. W lipcu i sierpniu tego roku, na złowionych przeze mnie około czterdziestu boleni tylko dwie sztuki nie przekroczyły 60 cm. Większość ryb to przedział 65-80cm.

Wielkość i kolor

Typowe boleniowe przynęty z reguły przypominają ubarwieniem ukleję, jelce czy klenie. W naszym arsenale powinny się więc znajdować przynęty w tych właśnie kolorach. Warto je jednak urozmaicić. Boleń mimo świetnego wzroku teoretycznie powinien unikać seledynu, żółci czy pomarańczu traktując to jako nienaturalne i niejadalne. Bywa jednak, że na taki sam wobler różniący się znacznie kolorem od naturalnego pokarmu bolenia są brania a drapieżnik omija przynętę w naturalnych barwach.  Łowiąc w czystej wodzie warto zadbać o szczegóły i kupić przynęty idealnie imitujące kolorystycznie boleniowe zdobycze. Ja najczęściej łowię na imitacje uklei o barwach oliwkowych, niebieskich lub metaliczno – srebrzystych. Im jest ciemniej tym jaśniejszych przynęt używam.

Nie korzystam z agrafek – przynęty wiążę bezpośrednio do linki węzłem – pętlą pozwalającą przynęcie swobodnie się poruszać. Dzięki temu wabik nie jest przymocowany na sztywno do  linki i pracuje swobodniej.  Łowiąc latem używam mniejszych, siedmiocentymetrowych przynęt. Duża ilość narybku czasem nawet wyklucza tej wielkości przynęty szczególnie gdy łowię przy opaskach. Jednak jeśli tylko łowimy wśród zwalonych drzew i na wlewach między rafami siedmiocentymetrowy wabik w okresie letnim staje się optymalnym rozwiązaniem.  Kiedy robi się zimniej a liście nabierają czerwonych odcieni, sięgam po większe przynęty. Od początku września łowię praktycznie tylko na dziewięciocentymetrowe i większe woblery. Sposób prowadzenia o tej porze roku właściwie się nie zmienia. Obławiam te same miejsca co latem i praktycznie w ten sam sposób.

Pogoda

Każdy z nas ma swoje własne teorie, spostrzeżenia na temat żerowania ryb w zależności od pogody, fazy księżyca i ciśnienia. Ja zauważyłem, że jeśli zlokalizujemy miejsce w którym jest sporo boleni szczególnie tych większych to praktycznie przy każdej pogodzie uda nam się złowić choć jedną spora sztukę. Szczególnie jeśli poświęcimy miejscu sporo czasu i uwagi. Idealna pogoda na boleniowe eldorado to nadchodzący front atmosferyczny. Ryby na kilka godzin przed zmianą pogody dostają amoku i atakują wszystko co się rusza. Mimo tego okazy wcale nie są taką łatwą zdobyczą.

Tego roku podczas takiego właśnie dnia wybrałem się z kilkoma znajomymi na boleniowe łowy. Łowiliśmy z brzegu, ryby atakowały drobnice co kilka sekund. Ta w panice wyskakiwała nierzadko na brzeg, jednak nic nie byliśmy w stanie złowić. Ekspresowe, typowo boleniowe tempo nie dawało żadnych rezultatów. Postanowiłem więc chwilę odpocząć i poobserwować ataki drapieżników. Zauważyłem, że ryby atakują w zawirowaniach za podwodnymi przeszkodami praktycznie przy samej zawadzie. Przy jednym z wystających z wody kamieni, na którym zatrzymało się kilka patyków, atakował wyjątkowo spory boleń. Ataki powtarzały się od strony głównego nurtu. Wszedłem do wody po samą krawędź woderów. Kamień miałem oddalony od siebie o około 40 metrów. Rzucałem wobler powyżej kilka metrów za kamień w stronę środka rzeki. Pozwalałem mu spłynąć w rynnę za kamieniem po czym starałem się wyprowadzić go do powierzchni możliwie blisko zawady. Nie powiem ile woblerów zostało w gałęziach zatrzymanych przez kamień nim udało mi się idealnie dopracować wszystkie szczegóły prowadzenia. Tak aby wabik wyszedł idealnie między gałązkami za kamieniem. Gdy to nastąpiło atak był natychmiastowy. Gejzer wody i świeca w powietrze. Ryba od razy spłynęła w dół rzeki co pozwoliło mi już na bezpieczne holowanie. Ryba miała dobre 70 cm i była wyjątkowo gruba jak na letniego bolenia.  Takich boleni tego dnia z tego samego miejsca wyjąłem jeszcze dwa. Każdy atak był wyjątkowo widowiskowy a hol bardzo emocjonujący. Sekretem okazało się powolne sprowadzenie woblera w rynnę, doprowadzenie go do przeszkody o czym bardzo szybki wyciągnięcie jej do powierzchni możliwie jak najbliżej zaczepów. Znajomi łowiący typowo – na szybko, efekty mieli mizerne. We trzech złowili cztery ryby przy czym największy ich boleń miał 60cm.

Polowanie na okazy

Łowienie dużych boleni to nie tylko miejsce, sprzęt i umiejętne nim operowanie. To strategia, to walka nie tylko z rybami, ale z samym sobą. Bywa, że kilka wypadów nie przyniesie nam brania, bywa, że będziemy pod samymi nogami widzieć odprowadzające przynętę duże ryby, które zawrócą w ostatnim momencie. Łatwo wtedy odpuścić i skusić się na szybkie łowienie chlapiących się maluchów. To największy błąd, jaki może popełnić łowca boleni. Tych starych, leniwych i wybrednych ryb, które nie zaatakują ekspresowo podanego wabika o ile nie będą w szale żerowania.

Bez wątpienia nie są to ryby nie dla niecierpliwych. Tu najistotniejszą rzeczą jest konsekwencja i wytrwałość. Nie zauważyłem żeby łowiąc głęboko konieczne było skradanie się po brzegu i  niewidzialność. Wystarczy być cicho i nie poruszać się zbyt gwałtownie żeby łowić ryby w głębokich partiach wody. Zdarzyło mi się nawet kilka razy, że po karkołomnych podchodach w pokrzywach i niewiarygodnym upale, gdy udało mi się przybrać pozycje do oddania rzutów przez godzinę nie byłem w stanie skusić bolenia bijącego np. pod zwalonym drzewem. Gdy zrezygnowany wstawałem żeby rozprostować nogi i posyłam wobler jeszcze raz pod drzewo następowało branie.  Myślę, że to nie bolenie są płochliwe a płoszy się ich zdobycz przez co te też staja się ostrożniejsze. Lub może po prostu atakują bliżej dna spłoszoną tam drobnice co dla nas akurat jest jak najbardziej wskazane.

Gdy jesteśmy pewni, że w łowisku są bolenie, pokazują się, odprowadzają nasze woblery a nie atakują, czasem warto zmienić przynętę. Spora, szeroka, przypominająca krąpia błystka wahadłowa bywa często tym co przełamie impas i pozwoli odnieść sukces. Bywają sytuacje, gdy niezwykle skuteczną przynętą okazuje się być ripper zrobiony z twardej gumy. Taki, w którym pracuje tylko sam ogonek.

Metodą prób i błędów najszybciej znajdziemy najlepszą w danym momencie przynętę. Systematyczność i upór wcześniej czy później przyniesie upragnione rezultaty. Poznając łowisko szybko poznamy zachowania ryb w określonych warunkach. Umiejętne połączenie teorii z praktyką zdobytą nad wodą zaowocuje pięknymi rybami. Holami ryb, które potrafią w kilka sekund wysnuć z kołowrotka kilkadziesiąt metrów linki, wyskoczyć nad wodę i odpłynąć rozginając kotwice.

Polecam spróbować łowić bolenie na „leniwe woblery”, uzbroić się w cierpliwość i wytrwałość. Te cechy pomogą spotkać się z boleniem życia. Grube, przydenne bolenie to ogromna siła i walka do samego końca. Już po pierwszym dużym boleniu każdy wędkarz starający się łowić te ryby z premedytacją, przestanie widzieć inne gatunki. Niczym w transie będzie gnał nad ulubione łowisko tylko po to by poczuć klimat wielkich łowów. Adrenalinę, której poziom podnosi każdy zauważony atak wielkiego drapieżcy. By w końcu poczuć potężne uderzenie i zasłuchać się w kilkunasto sekundowy jazgot kołowrotka, który nie raz będzie sprawiał wrażenie jak by nigdy miał się skończć!

Michał Olejniczak
SŁOWNIK UŻYTYCH OKREŚLEŃ

  1. Warkocz – pas zawirowań nurtu rzeki na granicy nurtu i spokojnej wody powstający za przeszkodami
  2. Rafa – kamieniste wypłycenie w nurcie rzeki wywołujące burzliwy przepływ wody
  3. Wlew – obszar przyspieszonego nurtu powstający pomiędzy dwoma przeszkodami np. między dwoma rafami
  4. Burta – podmyty brzeg rzeki
  5. Przykosa – piaszczyste wypłycenie w rzece o łagodnym stoku od strony nurtu (napływowej)  i bardzo stromym od drugiej strony (zapływowej).
  6. Rynna – podłużne zagłębienie dna rzeki wymyte przez jej nurt
Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn