Fanatic

powrót
Fanatic
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

uż wieczorem niebo powoli zaciągało się ciemnymi chmurami. Nad ranem lunęło jak z cebra. Ochłodziło się znacznie. A jeszcze wczoraj było tak ciepło, że chodziłem w samej koszuli z podwiniętymi rękawami. Dzisiaj, mam na sobie bluzę polarową i lekką, nieprzepuszczającą wiatru kurtkę, a i tak jest mi chłodno. Ale to nie ma większego znaczenia, tak naprawdę, to najważniejsze, że wczesnym popołudniem niebo nieco pojaśniało i opady deszczu zanikły. A już się obawiałem, że jeden z czterech dni przeznaczonych na Równe dwa kilogramy wagi! wędkowanie, diabli wezmą. Zaczęło się źle. Pierwszy rzut, dwa obroty korbką kołowrotka i twardy zaczep! Wobler zaklinował się na środku rzeki pomiędzy kamieniami i w żaden sposób nie mogę go uwolnić. No i cóż było robić, musiałem go urwać. Mój dobry nastrój, w jednej chwili, znika. Jestem wściekły! Złorzeczę w duchu ile wlezie. Bowiem strata jest bardzo bolesna. Ostatni, wyjątkowo łowny łamany „ślizik” Salmo, utracony już na starcie. Bez niego, w pierwszej chwili, dalsze wędkowanie natychmiast traci blask. Na szczęście mam jeszcze w pudełku jego rodzeństwo – łamanego „pstrąga” ( Fanatic T) i niebieskawego „jelczyka” (Fanatic RSM). Decyduje się na imitację pstrąga. Nurt szybki, na dnie żwir i kamienie. Pstrągów można spodziewać się tu praktycznie na całej szerokości rzeki. Wykonuje rzuty przynętą pod drugi brzeg i wolno, wykorzystując uciąg wody, sprowadzam wobler pod swój brzeg, penetrując nim w ten sposób całe koryto rzeki. Ale pstrągi jakby Fanatic Trout – pogromca wszystkich złowionych tego popołudnia kleni

wymiotło, nawet zwykle zawsze aktywne niewielkie „fikoty”, dzisiaj nie przejawiają żadnej aktywności. Niebawem zacząłem tracić nadzieję na sprowokowanie do brania jakiegokolwiek pstrąga, utwierdzając się w przekonaniu, że przyczyna tkwi w gwałtownym załamaniu pogody i znacznym ochłodzeniu. A może… jeszcze na żadnego nie natrafiłem?

Branie było mocne, gwałtowne. Zaraz wiedziałem, że ryba jest przyzwoita. I na samą myśl, że to prawdopodobnie pstrąg, poziom adrenaliny podniósł mi się znacznie! A kilka pierwszych targnięć ryby szczytówką wędziska, wprowadziło mnie w stan wrzenia. Emocje opadły dopiero nieco, kiedy niebawem ujrzałem tuż pod powierzchnią wody wyrazisty, złocisty bok ryby i czerwoną płetwę odbytową.  To nie był pierwszy, tak bardzo wyczekiwany, tegoroczny kropkowany „pięćdziesiątak”. Był to kleń, tylko kleń, a za to jaki! Gruby, opasły, na pierwszy rzut oka co najmniej pół metra długości i zapewne dobrze ponad półtorej kilograma masy. No i zaimponował mi, bowiem, jak rzadko który, bronił się dynamicznie i efektownie. Nie kapitulował nawet wtedy, gdy wyprowadzałem go w wierzchnie warstwy wody i unosiłem jego głowę ponad jej powierzchnię, żeby nałykał się powietrza. Przetrzymał aż trzy takie próby!  Również kilka szybkich, dalekich „odjazdów” na środek rzeki, zaskoczyło mnie pozytywnie, wzniecając niemałe emocje. W rezultacie, dopiero za trzecim podejściem, udało mi się go pochwycić i wydobyć z wody. Robił wrażenie! Nie było cienia wątpliwości, że jest to największy kleń, jakiego udało mi się dotychczas złowić. Zaraz go mierzę, ma 52 cm. A po chwili, szalka wagi wskazuje równe dwa kilogramy! Szybka sesja zdjęciowa i ryba wraca do rzeki.
Wkrótce, jakby rozerwał się worek! W ciągu godziny „zapinam” jeszcze pięć kleni. Tylko jeden z nich nie przekracza półtorej kilograma! Wszystkie trafione na ten sam wobler – Fanatic Trout Salmo.
Gwda,  27 kwiecień 2010.
Andrzej Konowrocki

Salmo FANATIC

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn