Zatrzymaj się by zwyciężyć

powrót
Zatrzymaj się by zwyciężyć
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

 Ryby jak wiadomo to zwierzęta zmiennocieplne. W związku z tym, są bardzo wrażliwe na zmiany temperatury wody w której żyją. Jedne gatunki preferują wodę ciepłą jak zupa a inne zdecydowanie lepiej czuja się w zimniejszej. Mówi się, że dla każdego gatunku można wyróżnić specyficzne „optimum temperaturowe”. W tym przedziale konkretny gatunek optymalnie się rozwija – żeruje, rośnie i rozmnaża się. Jak wiemy jednak tempo przemiany materii u ryb nie zależy wyłącznie od temperatury wody. Bardzo ważne jest też nasycenie tlenem i inne jej cechy chemiczne. Temperatura 25*C – bliska optimum dla karasia dla pstrągów może być nawet zabójcza.

 

Okazuje się również, tolerancja zmian temperatur jest różna dla ryb tego samego gatunku wychowanych w różnych środowiskach. Ryby, tak jak ludzie mają zdolności adaptacyjne a ich organizmy uczą się optymalnego wykorzystania określonych warunków. Informacje te są przekazywane kolejnym pokoleniom umożliwiając im optymalne przystosowanie się do życia w danym miejscu. Mówiąc prościej szczupak od pokoleń żyjący w zimnym jeziorze o wiele gorzej zniesie upalne lato niż taki sam szczupak żyjący w płytkim stawie i przyzwyczajony do przegrzanej wody.

Tak czy inaczej wiadomo, że kiedy temperatury wody spadają, wszystkie gatunki ryb żerują gorzej i coraz trudniej skusić je do brania. W przypadku drapieżników często w tym okresie najskuteczniejsza okazuje przynęta w postaci żywej albo martwej ryby. Czy znaczy to jednak, że miłośnicy połowów na przynęty sztuczne są bez szans? Oczywiście że nie. Muszą tylko dostosować się do okoliczności i uzbroić w cierpliwość. Bardzo ważne jest zrozumienie pewnych cech „zimnego łowiska” i dostosowanie do nich taktyki i techniki połowu.

Stając nad wodą np. w listopadzie, grudniu czy w marcu rozejrzyjmy się dokoła siebie. Jeśli nie trafimy na załamanie pogody, pierwsze co zauważymy to spokój i cisza. Zarówno nad, jak i pod wodą wszystko toczy się jakby na zwolnionych obrotach. Pierwsza zasada jaką kierują się w takich warunkach drapieżniki to oszczędność energii. Każdy ruch musi być dobrze „przemyślany” i wyważony. Musi się po prostu „opłacać”. Stąd rzadko widzimy wtedy ryby goniące za przynętą. Brania ponadto są sporadyczne i do tego bardzo delikatne. Z czego to wynika? Każdy atak na potencjalną zdobytych niesie ze sobą ryzyko niepowodzenia. Aby to ryzyko zmniejszyć do minimum drapieżnik wyczekuje momentu, kiedy ofiara zbliży się na minimalną odległość. W razie porażki taki skok kosztuje mniej energii niż daleka pogoń za ofiarą. Stąd często oznaki zainteresowania się ryby przynętą rejestrujemy wtedy  jako delikatne przytrzymania lub „skubnięcia”- zwykle bardzo trudne do wykorzystania. „Pewne” branie to najczęściej po prostu zawiesisty ciężar na drugim końcu zestawu. Wynika to właśnie z krótkiego dystansu, z jakiego atakuje drapieżnik. Niezmiernie rzadko mamy do czynienia ze znanymi z cieplejszych miesięcy atakami „wyrywającymi wędkę z rąk”.

Bilans energetyczny sugeruje ponadto, że bardziej opłaca się zapolować na jedną, większą ofiarę niż na kilka mniejszych.

Spróbujmy więc sformułować najważniejsze wnioski praktyczne dla „zimnego łowcy” jakie wypływają z powyższych faktów. Pierwszy z nich –

 

Wycisz się

 

Brzmi to nieco trywialnie – nawet początkujący wie, że na rybach zawsze należy zachowywać się jak najciszej. W zimnych porach roku ta zasada nabiera jednak szczególnego znaczenia. Zwykle nad wodą robi się wtedy pusto i cicho. Znikają tłumy turystów z ich motorówkami, łódkami i kajakami. Ryby szybko przyzwyczajają się do tego spokoju. Każdy hałas i zamieszanie alarmuje je i wprowadza w stan zaniepokojenia. Jeśli więc chcemy zwiększyć swoje szanse należy za wszelką cenę wyciszyć się i uspokoić. Pomocne jest nieco filozoficzne podejście do wędkowania.  Nie „napinajmy się” na złowienie ryby. Niech będzie ona bonusem do miłego dnia spędzonego na łownie natury. Wszak znane powiedzenie mówi, że : „nawet zły dzień na rybach jest lepszy od dobrego dnia w pracy”. Takie podejście pozwoli na zachowanie dystansu do niesprzyjających warunków. Łowić należy więc dokładnie, wolno i spokojnie. Unikać pośpiechu, niepotrzebnych ruchów, nieostrożnych kroków czy uderzeń w burtę łodzi. Nie biegaj, nie denerwuj się –

 

Odwiedź stare śmieci!

 

Czas zimnej wody nie jest najlepszym momentem na odkrywanie nowych łowisk. Zostawmy to sobie na wiosnę. Jeśli ryby będą bardziej aktywne, mamy szansę je znaleźć nawet, jeśli nie jest ich zbyt dużo. Po prostu atakują wtedy przynętę z większej odległości i nawet przy niezbyt dokładnym obławianiu nowego miejsca jesteśmy w stanie je „namierzyć”. W „zimnym łowisku” musimy wykorzystać atut jego znajomości. Miejsce, które znamy i przypuszczamy, że są tam ryby, obławiamy bardzo dokładnie. Wyobraźmy sobie, że łowimy szczupaki z łódki. W maju, kiedy intensywnie żerują odrabiając straty zimowego postu, wystarczą często rzuty co 4 – 5 metrów. W grudniu jednak, na tym samym łowisku, umieszczamy przynętę co metr a w szczególnych okolicznościach warto nawet wykonać kilka rzutów w jedno miejsce.

Staranne obławianie łowiska jest więc bardzo ważne.

Nie ma jednak ważniejszej rzeczy niż –

 

Prawidłowa prezentacja przynęty.

 

W okresach wzmożonej aktywności drapieżników, kiedy atakują one niemal wszystko co się rusza, można pozwolić sobie na niewielkie błędy w prezentacji przynęty. Ten najważniejszy element techniki spinningowej nabiera jednak szczególnego znaczenia w przypadku łowienia w zimnej wodzie. Warto więc oczywiście eksperymentować z różnymi przynętami oraz z techniką ich prezentacji. Nie jest to jednak właściwy moment na nauki. Należy wtedy raczej wykorzystać wszystkie doświadczenia i wiedzę z okresu lepszych brań. To również nie czas na błędy. Jeśli chcesz osiągnąć sukces prezentacja musi być perfekcyjna!

Co to jednak znaczy? Prawidłowa prezentacja to taka, dzięki której w sposób jak najpełniejszy wykorzystujemy walory przynęty. Jeśli tonie – nie rzucaj jej na płytką wodę aby zaraz walczyć o uniknięcie zaczepu. Sprawdź jak szybko tonie i wykorzystaj to jako aut. Jeśli pływa – sprawdź na jaką głębokość można ją sprowadzić i jak szybko potem osiąga ona powierzchnię. Jeśli decydujesz się na łowienie twitchbaitem (świetny wybór!) to musisz już wiedzieć jaki długie szarpnięcia szczytówką są dla niego najefektywniejsze.

Niezależnie jednak od twojej decyzji jaką użyć przynętę podstawowa zasada brzmi –

 

Wolno – jak najwolniej!

 

Pozwól drapieżnikowi dobrze przyjrzeć się przynęcie. Szybkie jej prowadzenie i działanie „z zaskoczenia” w zimnej wodzie z reguły zupełnie nie skutkuje. Co to jednak znaczy „jak najwolniej”? Nie zawsze chodzi tu o prędkość zwijania linki. Najważniejsza jest bezwzględna prędkość z jaką przynęta przemieszcza się w stosunku do dna. Wiadomo – chodzi jak zwykle o doskonałą imitację łatwego do pochwycenia łupu. Dobrze jest wyobrazić sobie chorą i osłabioną rybę, która nie ma sił aby uciec i schować się przed drapieżnikiem. Płynie ona wolno, w sposób nieskoordynowany w pobliżu dna. Czuje jednak obecność drapieżnika i   próbuje uciec w kierunku powierzchni. Niestety jest zbyt słaba. Rozpaczliwie „skacze” więc tylko ku górze aby po chwili stracić siły i opadać wolno w kierunku dna. Obserwujący taką sytuację drapieżnik musi być bardzo najedzony aby pozostać obojętnym! To samo należy więc zrobić z przynętą. Proste? Jeśli rozumiesz swoje przynęty to rzeczywiście bułka z masłem!

Jeśli łowimy w rzece najskuteczniejsza jest z reguły prezentacja przynęty „w poprzek nurtu”. W większości przypadków najlepiej jest schodzić z nurtem, rzucać ukosem pod przeciwny brzeg i prowadzić przynętę po łuku, praktycznie na nie zmienionej długości linki. Niezastąpionym i bardzo skutecznym zabiegiem jest oczywiście dłuższe przytrzymywanie przynęty w „podejrzanych” miejscach. Zabieg ten to jeden z kanonów zimnych łowów.

Najprostszym sposobem zmniejszenia prędkości przynęty względem dna łowiska są oczywiście przerwy w zwijaniu linki. Umiejętne ich wykorzystanie zwiększa skuteczność wędkarza wielokrotnie! Jest to jednocześnie technika niezastąpiona nie tylko w zimnej wodzie. Nazwałem ją -

 

Zatrzymaj się aby zwyciężyć!

 

Większość brań w zimnej wodzie ma miejsce właśnie w momentach przerw w zwijaniu linki. Tylko rasowi wędkarze naprawdę rozumieją jednak wagę pauz w prowadzeniu przynęty. Widać to doskonale nad wodą. Prowadzenie przynęty z przerwami stosuje wielu kolegów. Niewielu z nich rozumie jednak jak ważne są to momenty. Są one tymczasem najważniejsze ale i najtrudniejsze. Nic dziwnego, że drapieżnik decyduje się na atak właśnie wtedy – nieruchoma ofiara jest łatwym celem. Jeśli jednak wędkarz nie zauważy brania i nie wykona zacięcia, z reguły traci swoją szansę. Drapieżnik w jednej sekundzie „rozumie”, że popełnił poważny błąd i usiłuje pozbyć się dziwnego „czegoś” co tylko sprytnie udawało ofiarę. Czujemy wtedy czasami jedynie jakby „zawieszenie” pracy przynęty lub delikatny luz na lince. Zdarza się, że mamy fart i drapieżnik próbując wypluć przynętę przypadkowo zahacza się kątem paszczy. Częściej jednak nazywamy to „pustym braniem” lub nawet w ogóle nie zauważamy, że oto straciliśmy szansę na udany połów.

Nie ma się co łudzić – nawet najlepsi, najbardziej doświadczeni wędkarze przegapiają brania. Należy jednak dążyć do tego, aby takich przypadków było jak najmniej. Pewnie, że łatwo jest planować pełną kontrolę nad przynętą dzień przed połowem, w ciepłym domu, podczas pakowania sprzętu.  Zdecydowanie gorzej jest wprowadzić ten plan w życie jeśli ręce grabieją ci z zimna a psyche „siada” z powodu wielogodzinnego braku kontaktu  rybą! Oczywiście drapieżnik decyduje się na atak właśnie wtedy, kiedy masz już wszystkiego dość i myślisz  tylko o powrocie do ciepłego domu. Znacie pewnie te historie – każdy przeżył coś takiego. – „Wziął właśnie wtedy, kiedy zapalałem papierosa…”, „Zadzwonił kolega, chciałem odebrać telefon a tu czuję opór … „- itd. Nikt nie wie dlaczego, ale zdarzają się najczęściej właśnie w dniach kompletnego bezrybia!

Nie zostaje więc nic innego jak absolutne skupienie i pełna koncentracja od początku do końca. Czy można jednak coś zrobić, aby zwiększyć swoje szanse? Oczywiście – pierwsza rzecz to -

 

Odpowiednie skonstruowanie zestawu.

 

Nie mam zamiaru podawać tu nazw producentów ani parametrów wędek i kołowrotków. Każdy ma swój ulubiony zestaw, który najlepiej mu „leży w ręku”. To właśnie łowiąc nim najlepiej „czuje” przynętę i oczywiście branie ryby. Jasne, że takiego zestawu nie należy zmieniać. Warto jednak zastanowić się jakie czynniki decydują o tym, że jedna wędka jest bardziej „czuła” od drugiej. Pierwszy warunek to rzecz jasna właściwe dopasowanie zestawu do ciężaru przynęty. W przypadku „zimnych łowów” lepiej jest jednak użyć wędki zbyt twardej i szybkiej niż za miękkiej. Kontrola ruchów przynęty musi być jak najlepsza, każdy opór natychmiast wyczuwany i „profilaktycznie” kwitowany błyskawicznym zacięciem. Na wędce miękkiej nie mamy na to szans. W szybkiej reakcji przeszkadza tez zbyt długa wędka. Bardzo pomaga również użycie plecionki zamiast żyłki. Jak wiadomo plecionka prawie nie rozciąga się więc każdy sygnał od przynęty błyskawicznie dociera do naszych zmysłów. Łowiąc np. szczupaki czy sandacze dobrze jest również jeśli plecionka jest barwiona na żółto lub pomarańczowo. Obserwacja miejsca jej styku z powierzchnią wody jest wtedy dodatkowym atrybutem wędkarza. Każde podejrzane drgnięcie lub przesunięcie linki to sygnał do natychmiastowego zacięcia. Jeśli to możliwe warto łowić tak, aby unikać bocznego wiatru w linkę. W skrajnych przypadkach może on kompletnie uniemożliwić wyczucie brania. Co jeszcze może pomóc? Bez wątpienia bardzo ostre haki czy kotwiczki przynęty. Warto zawsze mieć przy sobie ostrzałkę i korzystać z niej jak najczęściej.

Z odpowiednim zestawem w dłoniach nasze szanse bardzo wzrastają. Aby zestaw był kompletny, na jego końcu musi znaleźć się jednak -

 

Odpowiednia przynęta.

 

Nie jest to oczywiście najważniejszy element zestawu. Każdy wie, że ryby łowi wędkarz a nie przynęta. Tym nie mniej jednak dokonując odpowiedniego wyboru możemy sobie znacznie ułatwić zadanie. Po prostu jedne przynęty do łowienia techniką „zatrzymaj się by wygrać” nadają się bardziej a inne mniej. Przyjrzyjmy się więc teraz z czego wynikają te różnice.

Zacznijmy od tego, co dzieje się z przynęta w momencie zaprzestania zwijania linki. Zależy to oczywiście od jej wersji. Pływające – wypłyną, tonące – zatoną a tzw. „suspending” – czyli o pływalności neutralnej pozostaną na głębokości, na którą zostały sprowadzone. Które z nich są najlepsze? Właściwie skuteczne mogą być wszystkie wymienione typy. Ważne jest to, żeby ruch w górę czy w dół nie odbywał się zbyt szybko.

Tak więc do tej techniki nadają się zarówno lekko obciążone przynęty silikonowe jak i duże wahadłówki. Uniwersalne jednak niemal w każdych warunkach i w każdym łowisku są woblery i jerkbaity. Można wśród nich znaleźć przynęty we wszystkich trzech wersjach. Do łowienia w rzekach niezastąpione są woblery pływające. W zimnej wodzie drapieżniki z reguły trzymają się głębszych miejsc. Dlatego też w takich okolicznościach najskuteczniejsze okazują się woblery głęboko nurkujące. Bez trudu takie poznamy po dużym sterze. Taką przynętę można dowolnie długo utrzymywać w jednym miejscu kusząc niezdecydowanego drapieżnika.

Do łowienia w wodach stojących lepsze są przynęty tonące lub suspending niż pływające. Myślę, że po prostu drapieżnik nie ma ochoty na pogoń za zdobyczą ku powierzchni. Co innego, jeśli ta po krótkiej „ucieczce” pozostaje na swoim miejscu lub sama wraca do niego (tonie).

Idealna przynęta do tej techniki pracuje w trakcie opadania co dodatkowo denerwuje agresora. Świetne są w tej grupie tonące jerkbaity. Podciąga się je do siebie na odcinku około metra a następnie przerywa zwijanie linki i odczekuje chwilę, uważnie kontrolując opad w kierunku dna. Przynęta porusza się więc po torze w kształcie zębów piły. Podczas ruchu przynęty w górę  najlepiej jest trzymać wędkę szczytówką w tę samą stronę. Wznosi się wtedy one po bardziej stromej drodze. W czasie jej opadu jednak opuszczamy szczytówkę w kierunku wody. Wygodniej jest obserwować jej krótszy odcinek oraz miejsce styku z wodą. Zwłaszcza jeśli fala huśta łódką a z boku wieje wiatr. Jeśli jest w miarę spokojnie można zostawić na powierzchni nieco więcej linki i obserwować jej ruchy.

W wielu przypadkach niezastąpione okazują się jednak woblery o pływalności neutralnej (suspending). Są one doskonałe zarówno w wodach stojących, jak i w dużych rzekach. Większość wędkarzy łowi tymi przynętami tak, jak innymi (np. pływającymi) odbierając sobie szansę wykorzystania ich nieprawdopodobnych możliwości. Ich siła tkwi właśnie w chwilowych przerwach w ruchu. Woblery o neutralnej pływalności należą zwykle do grupy tzw. „twitchbaitów”. Należy prowadzić techniką „twitchingu”, czyli krótkimi skokami. Przerwy miedzy tymi skokami w przypadku łowienia w zimnej wodzie mogą sięgać nawet 3-4 sekundy.

Oczywiście im wolniej tonie twoja przynęta, im mniejszy stawia opór w wodzie, tym trudniej -

 

Zarejestrować atak drapieżnika

 

Do tego dochodzi zimno, boczne podmuchy wiatru a czasem deszcz lub śnieg. Bez wątpienia jest to poważne wyzwanie dla każdego łowcy. Od czego jednak twój „super – zestaw” oraz doświadczenie i intuicja wędkarska? Najlepiej reagować niejako „na zapas”. Na każde podejrzenie kontaktu ryby z przynętą lepiej odpowiedzieć szybkim zacięciem. Czasami się pomylimy, prawdopodobnie będzie to większość przypadków. W końcu jednak, kolejny delikatny opór po zacięciu zamieni się w nasz ulubiony, pulsujący ciężar na drugim końcu zestawu.

Wygrywa ten, kto potrafi wykorzystać wszystkie atuty i nie da się złamać niesprzyjającym warunkom. Podostrz więc kotwiczki i ustaw hamulec w kołowrotku. Koniecznie ubierz się ciepło. Wędkarz zmarznięty nie ma szans być skutecznym. Wycisz się wewnętrznie i uspokój. Skup się na łowieniu. Cały czas staraj się wyobrazić sobie co dzieje się z twoją przynętą. Obserwuj linkę i kasuj każdy, najmniejszy luz. Czujesz jak twój wobler powoli opada w kierunku dna? Zamknij na chwilę oczy. Widzisz tego wielkiego szczupaka, który właśnie szykuje się do ataku? Jeśli tak, to jesteś gotów do „zimnych łowów”.

Z własnych doświadczeń wiem, że skuteczność podnosi obecność oddanego przyjaciela. Dobrze też jeśli ma on za pazuchą małą piersiówkę z dobrym brandy …

 

Piotr Piskorski

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn