Przynęty powierzchniowe

powrót
Przynęty powierzchniowe
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

Surface lures – przygoda ekstremalna

Plop, plop! Twój Popper wolno ślizga się po powierzchni wody między pływającymi liśćmi chlapiąc na boki i zostawiając po sobie ślad znikających po chwili bąbli powietrza. Trzy skoki i krótka przerwa. Kolejne dwa – trzy skoki i pozwalasz odpocząć przynęcie pośród rozchodzących się na powierzchni kręgów. Popper ma już minąć granicę pływających liści gdy dobre dwa metry dalej woda nagle wybrzusza się i faluje. Plop, plop! Twój Popper wolno ślizga się po powierzchni wody między pływającymi liśćmi chlapiąc na boki i zostawiając po sobie ślad znikających po chwili bąbli powietrza. Trzy skoki i krótka przerwa. Kolejne dwa – trzy skoki i pozwalasz odpocząć przynęcie pośród rozchodzących się na powierzchni kręgów. Popper ma już minąć granicę pływających liści gdy dobre dwa metry dalej woda nagle wybrzusza się i faluje. Od razu wiesz, co to znaczy. Jakaś duża ryba ruszyła jak torpeda w kierunku twojej przynęty! Przełykając ślinę obserwujesz jak drżą kolejne łodygi potrącane cielskiem mknącego w toni drapieżnika. W sekundę fala dociera do miejsca, gdzie chwilę wcześniej popper ostatni raz wzburzył wodę. Wytężasz wszystkie zmysły, aby zaobserwować atak i w odpowiednim momencie wykonać zacięcie.  Widzisz jedynie szeroki, oliwkowy, złoto nakrapiany bok szczupaka w błyskawicznym skręcie tuż pod powierzchnią. Nie trafił! – przemyka ci przez myśl. Wygięte w głęboką parabolę wędzisko zaprzecza jednak tym obawom. Kiedy po dramatycznej walce twoja zdobycz leży już na dnie łodzi z trudnością odnajdujesz swoją przynętę tkwiącą głęboko w przełyku drapieżnika. Dwie myśli kołaczą ci się po głowie – jak to możliwe, że nie widziałem nawet otwartej paszczy i całe szczęście, że założyłem metalowy przypon!

Jeśli ktoś choć raz przeżył podobną przygodę – nie potrafi przestać myśleć o łowieniu na przynęty powierzchniowe (surface lures). Ta technika jest jak narkotyk! Im więcej próbujesz – tym bardziej wciąga. W odróżnieniu od tradycyjnych technik spinningowych przejście od spokoju do ekstremalnych wrażeń jest bardzo gwałtowne. Branie na „zwykłą” przynętę jest najczęściej rejestrowane tylko za pomocą wędziska i wyczuwane lepiej lub gorzej w zależności od poprawności konstrukcji całego zestawu. W przypadku ataku na powierzchni cała akcja zaczyna się często dużo wcześniej niż ryba dotknie przynęty. Do tego dochodzą jeszcze efekty dźwiękowe! Fantazja!

Prawdą jest też, że łowienie na przynęty powierzchniowe nie jest najskuteczniejszą techniką połowu właściwie żadnych drapieżników. Nawet bass – herbowa ryba wędkarzy amerykańskich reaguje najlepiej na przynęty powierzchniowe tylko w określonych warunkach i miejscach. Tym nie mniej jednak warto wiedzieć, że właściwie wszystkie znane drapieżniki można łowić skutecznie z powierzchni. Niezbędna jest tylko doskonała znajomość ich zwyczajów a w szczególności oczywiście upodobań związanych z odżywianiem. W każdym przypadku jest to bowiem ściśle związane z dostępnością pokarmu. Jeśli z jakiegoś powodu najlepsze kąski pływają w dużej ilości po lub przy  powierzchni to zawsze kręcą się wokół nich liczące na łatwy łup drapieżniki. Potencjalnym łupem powierzchniowym mogę być  niewielkie ryby pływające w ławicach, żaby, gryzonie przepływające przez rzekę a w innym przypadku owady. Ważne więc jest, aby łowić świadomie – zdawać sobie sprawę z tego jaki gatunek łowimy i jaki pokarm imitujemy.  Tak, jak w przypadku innych technik połowu, również tutaj warto przez chwilę zastanowić się jaki jest optymalny -

Sprzęt do połowu przynętami powierzchniowymi.

Oczywiście teoretycznie każdy zestaw, który „leży” nam w ręku powinien lepiej lub gorzej spełnić swoją funkcję. Nie ma jednak sensu utrudniać sobie zadania. Zwłaszcza, że łowienie z powierzchni jest bardzo aktywną techniką. Dużo operacji wykonujemy pracując samą wędką. Dlatego właśnie ten element zestawu jest szczególnie ważny. Pierwszą cechą, na którą musimy zwrócić uwagę jest jak zwykle ciężar rzutowy podany na blanku przez producenta. Łowienie zbyt ciężkimi przynętami delikatnym zestawem w najlepszym przypadku kończy się zmęczeniem i zniechęceniem wędkującego. Trudno jest takim zestawem zaciąć biorącą rybę a w skrajnych przypadkach już podczas rzutu można wędkę po prostu połamać. Nie ma też sensu stosowanie zbyt długich wędzisk. Właściwie do metody powierzchniowej im jest ono krótsze, tym lepiej. Klasyczna wędka do tej techniki nie może też być zbyt miękka.

Tak więc w praktyce bardzo dobrze sprawdzi się każda sztywna wędka do połowu wobblerami o długości 2,1 – 2,3m o szybkiej, szczytowej akcji. W zupełności wystarczy też kołowrotek o stałej szpuli ze sprawnie działającym hamulcem. Oczywiście musi on być dopasowany wielkością do całego zestawu. Nie ma sensu dokładać sobie niepotrzebnego ciężaru do „obsługi”. Jeśli łowimy małymi popperami np. to kołowrotek klasy 2500 wydaje się zupełnie na miejscu. Rzecz jasna jeśli polujemy na grubego zwierza z przynętami o masie powyżej 35g to zdecydowanie polecam użycie w takim przypadku zestawu „jerkowego” – tj. wędki castingowej i multiplikatora. Do połowów powierzchniowych używam wyłącznie plecionek. Wykorzystując naturalne walory plecionki łatwiej i lepiej pracujemy przynętą. Dodatkowo zacięcia i sam hol drapieżnika są wtedy pewniejsze. Szczególnie, że często łowi się w miejscach płytkich a więc gęsto zarośniętych roślinnością wodną lub pełnych innego rodzaju zaczepów. Do siłowego holu kilkukilogramowego szczupaka w gąszczu lilii wodnych żyłka po prostu się nie nadaje! Jeśli mówimy o szczupakach to niezbędny jest oczywiście przypon stalowy na końcu którego mocujemy naszą przynętę. Małe, „bardzo głodne” szczupaczki często atakują nieprecyzyjnie nie trafiając w przynętę tylko w linkę. W takich wypadkach tracimy przynętę nawet nie poczuwszy oporu. Duże sztuki natomiast mają zwyczaj dosłownie pochłaniać powierzchniowe wabiki czego efektem jest zawsze narażenie linki na kontakt z ich ostrymi zębami.

W przypadku techniki powierzchniowej niezmiernie ważna jest jakość przyponu. Problem ten uwidacznia się zwłaszcza podczas łowienie małymi przynętami uzbrojonymi w delikatne, wolframowe przypony. Już po krótkim używaniu mają one tendencję do skręcania się w „sprężynkę” skutecznie uniemożliwiając poprawną prezentację np. poppera. Taki skręcony przypon należy natychmiast wymienić na nowy. Rozwiązaniem jest stosowanie sztywniejszych przyponów wykonanych z jednego kawałka cienkiego drutu (np. cienka struna gitarowa) lub fluorocarbonu o grubości 0,3mm. Należy pamiętać, że przypon nie może być zbyt ciężki gdyż zmienia wtedy ułożenie przynęty na powierzchni uniemożliwiając jej poprawną pracę. Rzecz jasna większe modele powierzchniowców nie są tak wrażliwe na dodatkowe obciążenie w postaci przyponu. Dlatego też w tym przypadku nadrzędną sprawą jest wytrzymałość całego zestawu.

Jak w żadnej innej technice spinningowej, wyjątkowo dużą rolę odgrywa tu obserwacja łowiska a w szczególności wszystkiego, co dzieje się niedaleko przynęty. Jesteśmy wtedy w stanie wcześniej przygotować się do brania i odpowiednio na nie zareagować. Tak więc aby zbytnio nie męczyć wzroku niezbędne będą okulary polaryzacyjne oraz czapka z daszkiem.

Wiemy już jak skomponować odpowiedni zestaw. Co jednak zawiesić na końcu? Wybór wbrew pozorom nie będzie łatwy. Producenci kuszą nas bowiem całkiem bogatą ofertą typów, wielkości i rodzajów w nieprzebranej gamie kolorystycznej. Pierwszą decyzją, jaką musimy podjąć jest oczywiście -

Wielkość przynęty.

Wielkość ma znaczenie! Nie uzależniamy jednak bezpośrednio wielkości przynęty od wielkości ryby, którą mamy zamiar na nią złowić. Bardziej istotne jest dopasowanie wielkości wabika do wielkości imitowanej ofiary drapieżnika. Oczywiście w przypadku wielkich szczupaków, sumów, muskie czy ryb zamieszkujących ciepłe morza nie należy przesadzać też w drugą stronę. Mówiąc krótko decyzja powinna być przemyślana pod różnymi względami.

Za przykład mogą tu posłużyć letnie połowy suma, który w czasie upałów często podnosi się z dna i żeruje tuż pod powierzchnią polując na niewielkie ukleje. Idealny w takiej sytuacji jest mały – 7 – 10cm stickbait prowadzony zmiennym tempem nad głęboką jamą ze zmiennymi prądami. Aby odpowiednio daleko rzucić taką przynętą, ważącą 10 – 15g musimy posłużyć się plecionką o grubości 0,12 – 0,14mm. Aby mieć szansę na wygraną z sumem o masie kilkudziesięciu kg, który skusi się na taki smakołyk niezbędny jest co najmniej dwustumetrowy zapas linki na kołowrotku, mocne nerwy i sporo cierpliwości. Najlepszym rozwiązaniem jest oczywiście w takiej sytuacji prowadzenie całej walki z łodzi.

Jeśli wiemy już jak duża będzie nasza przynęta dalej wybór jest nieco ułatwiony. Pozostaje bowiem „tylko” kilka typów w kilkudziesięciu modyfikacjach i kilkuset wersjach kolorystycznych … Oczywiście nie można dać się zwariować! Zwykle ważniejsze od posiadania kilkudziesięciu rodzajów powierzchniowców w pudełku okazuje się perfekcyjne opanowanie techniki połowu dwoma – trzema z nich. Poprawne operowanie każdą przynętą sztuczną jak wiadomo zależy nie tylko od odpowiedniego dopasowania wszystkich elementów zestawu. Ważne są oczywiście umiejętności wędkarza i jego skłonność do poznawania nowych technik. Istotne okazują się jednak również osobiste preferencje związane np. z temperamentem. Jeśli ktoś uwielbia łowienie popperem a łowienie stickbaitem zupełnie mu nie idzie to lepiej dopracować ta pierwszą technikę do perfekcji niż zmuszać się do opanowania tej drugiej.

Z drugiej strony oczywiście największe szanse na sukces w każdych warunkach ma wędkarz wszechstronny, potrafiący posługiwać się perfekcyjnie wszystkimi typami przynęt.

Aby pomóc Wam drodzy Koledzy podjąć właściwą decyzję dotyczącą zakupu przynęt powierzchniowych omówię krótko podstawowe ich typy i rodzaje.

Najpopularniejszą, najlepiej znaną grupą i kto wie czy nie najstarszą są -

Poppery

Bardzo łatwo jest je rozpoznać gdyż w przedniej części korpusu mają wgłębienie, w którym umiejscowione jest oczko do mocowania żyłki. Wgłębienie to w momencie szarpnięcia lub podciągnięcia generuje charakterystyczny plusk, którego dźwięk i głośność uzależniona jest od dynamiki i płynności ruchu szczytówki wędziska. Najlepsze poppery można prowadzić na kilka sposobów co znakomicie zwiększa ich skuteczność. Najbardziej klasyczną i najczęściej stosowaną techniką są serie średniej długości (5-7cm), średnio dynamicznych szarpnięć.  Wykonuje się je w seriach 2 -3 szarpnięcia następujące po sobie co sekundę, przerwa 2-3 sek i kolejna seria szarpnięć. Przynęta wykonuje wówczas krótkie skoki po powierzchni, rozbryzgując wodę na boki. Dźwięk wydawany w tym przypadku przez poppera jest różnej wysokości  i możemy go określić jako „średnio – niski”.

Druga technika polega na wykonywaniu dłuższych serii, krótkich (2-5cm) , energicznych szarpnięć następujących szybko po sobie. Popper powinien wówczas poruszać się bardzo wąskim zygzakiem, skręcając na zmianę w obie strony. W tym przypadku przynęta stosunkowo najmniej „hałasuje” tracąc większość energii na skręty. Kolejnym sposobem prowadzenia poppera są dłuższe (7-10cm) niezbyt dynamiczne podciągnięcia wykonywane co mniej więcej sekundę z dłuższymi przerwami. Przynęta powinna w tym przypadku bulgotać najgłośniej a generowany przez nią dźwięk powinien być najniższy.

W celu uzyskania powyższych efektów ważne jest oczywiście odpowiednia praca wędką. W przypadku dwóch pierwszych technik zwykle najlepiej jest po rzucie rozpoczynać serię szarpnięć z wędziskiem skierowanym do góry. W miarę skracania dystansu należy  opuszczać stopniowo szczytówkę w dół. Trzecia z omówionych technik wymaga opuszczenia szczytówki właściwie od samego początku. Podciągnięcia wykonujemy więc w kierunku wody.

To, która z omówionych technik jest najskuteczniejsza musimy oczywiście stwierdzić sami na łowisku. Każda z nich może przebić skutecznością pozostałe w zależności od okoliczności – gatunek drapieżnika, typ łowiska, pora roku itd.

Pierwsze próby w nowym miejscu wykonujemy więc stosując kolejno wszystkie techniki lub łącząc je nawet w czasie jednego rzutu.

Proste w budowie ale również bardzo skuteczne są -

Stickbaity

Nazwa tej grupy przynęt powierzchniowych pochodzi od ich kształtu. „Stick” to po angielsku m.in. patyk lub kij. Tak więc stickbaity mają bardzo prosty, obły kształt, przypominający właśnie zaokrąglony na końcach kawałek patyka. Cechą charakteryzującą ich pracę jest klasyczna akcja „walk the dog” czyli „spacer psa”. Polega ona na następujących cyklicznie po sobie, symetrycznych skrętach na zmianę w obie strony. Przypomina to właśnie węszącego na boki psa ograniczonego w ruchach długością smyczy. Tego rodzaju pracę uzyskujemy dzięki synchronicznej pracy wędki i kołowrotka. Szczytówka wykonuje wówczas płynne podciągnięcia na odcinkach 10 -30cm (w zależności od wielkości przynęty). W tym samym czasie kołowrotek musi kasować powstałe na lince luzy. Dzięki specjalnemu wyważeniu stickbait ślizga się wówczas zygzakiem po powierzchni przypominając ranną lub chorą rybę.

Modyfikując siłę, długość i szybkość podciągnięć wpływamy tym samym na pracę przynęty – od szerokich i spokojnych ślizgów do krótkich, energicznych i głośnych skoków niemal w miejscu. Podobnie jak w przypadku popperów najskuteczniejszą pracę musimy znaleźć na łowisku.

Ciekawą kombinację stanowią hybrydy Popperów i stickbaitów. Są to właściwie stickbaity z niewielkim „popperowym” wgłębieniem z przodu korpusu. Przynęty te skręcają ładnie na boki hałasując jednocześnie jak popper.

Kolejna bardzo duża rodzina przynęt powierzchniowych to -

Propbaity

Propbaity to po prostu przynęty turbinkowe. Jak sugeruje nazwa integralną częścią każdej z nich jest turbinka (lub kilka turbinek) wykonana przeważnie z metalu. Turbinki te mogą być osadzone na osi przynęty i obracać się niezależnie od korpusu. Tak skonstruowane są zwykle mniejsze propbaity. Większe turbinkowce mają najczęściej nieco inną budowę. Śmigło połączone jest na stałe z korpusem. Korpus jest dzielony na dwie lub więcej części, które mogą obracać się wokół drucianej osi. Oczywiście typów i rodzajów propbaitów jest mnóstwo. Ilość, rozmieszczenie i budowa turbinek jest ograniczona jedynie wyobraźnią konstruktorów.

Budowa i kształt propbaita sugeruje zwykle najskuteczniejszą technikę połowu. Przynętami, w których turbinka stanowi część korpusu łowi się bardzo prosto. Zwykle wystarczy jednostajne zwijanie linki ze zmienną prędkością.  Warto jednak od czasu do czasu zatrzymać się i raz czy dwa ostro szarpnąć szczytówką. Wywołujemy wtedy tyle hałasu na powierzchni, że możemy być pewni iż wszystkie drapieżniki w okolicy to zarejestrują.

Podobnie można również łowić propbaitami smukłymi i długimi, z turbinką osadzoną niezależnie na osi przynęty. Najskuteczniejsza jednak technika w tym przypadku wygląda zupełnie inaczej. Jest ona bardzo podobna do łowienia jerkbatami. Pływającego propbaita wciąga się pod powierzchnię dynamicznym szarpnięciem szczytówki wędziska. Zanurzając się przynęta zabiera na turbince pęcherzyki powietrza, które podczas nurkowania tworzą za nią migoczący łańcuszek. Po każdym szarpnięciu następuje krótka – 1-3 sek przerwa. W tym czasie propbait wolno wypływa. Jak zwykle częstotliwość, siłę i długość szarpnięć należy dopasować do konkretnej przynęty oraz reakcji ryb na danym łowisku.

Bardzo ciekawą grupą lecz mało znaną w Europie przynęt powierzchniowych stanowią -

Crawlery

Przynęty te jak sugeruje nazwa pływają „crawlem”. Ten nietypowy sposób pracy generowany jest dzięki specjalnej konstrukcji crawlera. W przedniej części korpusu umiejscowiona jest profilowana płytka metalowa lub plastikowa, która wywołuje charakterystyczne „kolebanie się” przynęty po powierzchni. Innym rozwiązaniem są dwie ruchome „płetwy”, umiejscowione symetrycznie po bokach korpusu. Efekt jest podobny. Przynęta porusza się „crawlem” głośno hałasując. Do złudzenia przypomina to zachowanie małego ssaka lub ptaka niezdarnie próbującego znaleźć ratunek na suchym brzegu. Często jest to zaproszenie na posiłek, któremu drapieżnik nie jest w stanie się oprzeć!

Tak wygląda w dużym skrócie przegląd rodziny przynęt powierzchniowych. Producenci nie ustają rzecz jasna w poszukiwaniach i ciągle wymyślają kolejne konstrukcje. Są to jednak przeważnie hybrydy omówionych typów przynęt wykonane z różnych materiałów. Tak jak w innych grupach sztucznych wabików coraz większą rolę odgrywa tu miękki silikon, który w połączeniu z materiałami naturalnymi (drewno, pióra, sierść) i metalem daje często bardzo ciekawe rozwiązania. Dzięki tak wielkiej różnorodności tej rodziny przynęt, w sprzyjających warunkach łowimy na nie praktycznie  -

Wszystkie drapieżniki.

Oczywiście najczęściej naszym łupem będą padały szczupaki. Na brania tych wiecznie głodnych rybobujców możemy liczyć niemal przez cały rok. Zawsze bowiem na płyciznach pozostaje spora część populacji tych drapieżników. Czatują one na swoje ofiary w rzadkich trzcinach lub między gęstą roślinnością podwodną. Są to często miejsca wręcz uniemożliwiające połowy na inne przynęty. Polując na szczupaki używamy raczej większych modeli powierzchniowców. Nie ma sensu stosować przynęt mniejszych niż 5 – 6cm. I tak często będziemy mieli nie lada problem z wydobyciem głęboko połkniętego poppera z najeżonej zębami paszczy drapieżnika. Wiosną i na początku lata warto pamiętać, że w tym czasie na płyciznach pozostają wciąż największe okazy, odbudowując utraconą w czasie tarła tkankę tłuszczową. Warto wtedy nastawić się na grubą sztukę i łowić na większe przynęty o długości 12 i więcej centymetrów. Należy pamiętać, że taki doświadczony okaz dobrze kalkuluje każdy atak i często pochwycenie małego kąska uznaje po prostu za nieopłacalne!

W niektórych zbiornikach o szerokiej strefie przybrzeżnej doskonale łowi się też przez cały sezon okonie. Przebywają one często razem ze szczupakami wśród roślinności, w gąszczu łodyg lilii wodnych. W takich miejscach doskonałe są małe i średnie poppery.

W dużych i głębokich jeziorach większe okonie nie są jednak zwykle związane ze strefą przybrzeżną. Można je raczej spotkać na większych głębokościach, często w okolicach górek podwodnych i ostrych spadów dna. Prowadzą one pelagiczny tryb życia towarzysząc ławicom drobnych ryb na które polują. Takie drapieżniki trudno jest oczywiście skusić przynętą powierzchniową. Nawet na najgłębszych jeziorach jednak, zdarza się często obserwować ataki grubych okoni na drobnicę. Jest to doskonały moment i okazja do wykorzystania zalet przynęt powierzchniowych. Każdy z wymienionych wcześniej typów powinien w takiej sytuacji się sprawdzić. Należy jednak wybierać te, które daleko latają. Taki zmasowany atak grubych okoni na powierzchni zwykle trwa krótko i często się już nie powtarza. Trzeba więc działać szybko ale ostrożnie. Nie wolno podpływać za blisko bo drapieżniki te wbrew pozorom są płochliwe. Lepiej pierwsze rzuty wykonywać z daleka i stopniowo zbliżać się do centrum akcji. Najdalej latającymi powierzchniowcami są zwykle stickbaity i to od nich najlepiej jest zacząć.

Wiadomo, że jeśli jakiś drapieżnik poluje hałaśliwie na powierzchni w rzece to zwykle jest to boleń. Niewielu jednak wędkarzy próbowało wykorzystać do połowu boleni przynęty powierzchniowe. Warto wiedzieć, że drapieżniki te lepiej reagują na ten typ prezentacji niż np. szczupaki! Nieco trudniej niż w przypadku szczupaków jest tylko dobrać właściwą przynętę i technikę jej prowadzenia. Tutaj znowu niezbędne są zwykle dalekie rzuty. Tak więc wybieramy przynęty, którymi można osiągnąć dystans 50 – 60m. szczególnie sprawdzają się w tym przypadku niewielkie stickbaity i propbaity.

Aby tak daleko (i dalej) rzucać niezbędny jest oczywiście odpowiedni kołowrotek o dużej szpuli i stosunkowo cienka żyłka. Tu pojawia się drobny problem. Wielu wędkarzy jest zdania, że plecionka na bolenie jest złym rozwiązaniem. Głównie dlatego, że ryby z niej częściej „spadają”. Lepiej więc w tym przypadku zastosować tradycyjną żyłkę o grubości 0,20 – 0,23mm. Należy oczywiście zapomnieć o możliwości przesunięcia takim zestawem przynęty rybie w pysku z odległości 50 – 60m. Poza tym zbyt mocne zacięcie w przypadku brania naprawdę dużego bolenia może spowodować zerwanie żyłki. Tak więc musimy raczej liczyć na samozacięcie. Bez wątpienia pomogą w tym bardzo ostre kotwice. Po wyczuciu ciężaru na końcu wędki należy po prostu podnieść szczytówkę i rozpocząć hol.

Podobne parametry sprzętu niezbędne są przy łowieniu pstrągów na przynęty powierzchniowe. Wszystkie gatunki łososiowatych w pewnych okresach można łowić z powierzchni. Cały zestaw musi być jednak delikatny ale wytrzymały a wędkarz świadomy energii i dynamiki przeciwnika. Nieprawdopodobnym przeżyciem są nocne połowy głowacicy lub tajmienia z powierzchni! Ryby te świetnie biorą na poppery, stickbaity, propbaity czy crawlery. Warunek jest tylko jeden – przynęta musi być duża! Właściwie im większa – tym lepsza.

W pewnych okresach na przynęty powierzchniowe doskonale reagują też jazie i klenie. Są to jednak jak wiadomo ryby bardzo ostrożne i łowienie ich z powierzchni to najwyższy stopień wędkarskiego wtajemniczenia. Skuteczne w tym przypadku będą oczywiście najmniejsze rozmiary wabików o długości 2-5cm zaserwowane na żyłce o grubości 0,14 – 0,20mm. Ostrość kotwic i tym razem jest absolutnie kluczowym warunkiem powodzenia połowów.

O sumach już wspominałem. Często stosując nietypową przynętę łowimy rybę, która do tej pory skutecznie omijała inne wabiki. Jeśli jednak wybieramy się specjalnie na połów suma z powierzchni to lepiej się do tego dobrze przygotować. Długie rzuty najczęściej nie są w tym przypadku niezbędne. Dlatego też warto uzbroić się w sprzęt grubszego kalibru – wędkę castingową solidny multiplikator i plecionkę o grubości co najmniej 0,25mm. Jeśli jednak takim zestawem próbujemy łowić małymi (7-10cm) przynętami, to niezbędna jest uprzednia wymiana kotwic i kółek łącznikowych na znacznie mocniejsze. Plecionka o wytrzymałości 50 kg nie pomoże bowiem w holu okazu jeśli kotwiczki lub kółka będą miały wytrzymałość jedynie 10 – 15kg. Oczywiście sumy z reguły łowimy na przełomie dnia i nocy lub wręcz po zapadnięciu zmroku. Stawia to przed wędkarzem i jego sprzętem dodatkowe trudności i wyzwania. Bez wątpienia jest to przygoda z gatunku ekstremalnych!

A co z rybami zamieszkującymi ciepłe regiony świata? Taki na przykład peacock bass albo tiger fish? A w oceanie jack crewalee, tuna czy rooster? To dopiero powierzchniowa jazda na całego! Ale to już zupełnie inna historia!

Jak widać możliwości połowu na przynęty powierzchniowe jest bardzo dużo. Można na nie łowić różne gatunki drapieżników. Różnie wyglądają też brania. Czasami są delikatne jak muśnięcie wietrzyku. Innym razem przypominają raczej podwodny wybuch bomby. Zaobserwowano, że im agresywniejsze jest prowadzenie przynęty, tym bardziej gwałtowne jest też branie. Poza tym zwykle mniejsze ryby biorą delikatniej. Większość małych szczupaków na przykład jest zacięta niezbyt głęboko, często nawet z zewnątrz pyska.

Duże krokodyle natomiast, jeśli już zdecydują się na atak, połykają przynętę jak ciepłą kluskę! Zwykle też okazuje się niemożliwe zarejestrowanie szczegółów całej akcji mimo, że przecież obserwujemy uważnie miejsce brania. Nic w tym dziwnego zważywszy na fakt, że  w momencie ataku szczupak rozwija prędkość 25 m/sek. Tak więc nie jest tego w stanie zarejestrować nawet standardowa kamera!

Jest jednak jedna zasada niezależnie gdzie i na co polujecie z powierzchni. Większość wędkarzy, nawet doświadczonych, reaguje podobnie. Wykonują zacięcie zbyt wcześnie. Tymczasem wszelkie objawy ataku na w rodzaju wirów, fal, dzikich bryzgów wody dookoła przynęty a nawet jej zniknięcie należy kwitować spokojem! Pracujemy naszym zestawem dopóty, dopóki nie poczujemy ciężaru ryby na jego końcu. Należy tylko przygotować się do zacięcia pochylając lekko szczytówkę w kierunku wody. Nie jest to proste ale wcześniejsze próby wbicia haków kończą się zwykle zmarnowaniem szansy. Dopiero po wyraźnym wyczuciu ciężaru drapieżnika zacinamy szeroko i energicznie.

Wszystkim, którzy zdecydowali się spróbować swoich sił w powierzchniowych łowach życzę powodzenia i wielu niezapomnianych wrażeń! Nie zniechęcajcie się pierwszymi niepowodzeniami. Prawdopodobnie i tak zatniecie pierwsze brania zbyt wcześnie. Nie przejmujcie się – ja nawet nie pamiętam ile brań w ten sposób zmarnowałem!

Piotr Piskorski

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn