• PL
  • EN
  • RU

ROVER – akademia przynęt Salmo

powrót
ROVER – akademia przynęt Salmo
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

 

 

 

Czy może być piękniejszy moment dla wędkarza niż branie ryby, które odczujemy naszymi wszystkimi zmysłami ? Branie, które cytując popularną piosenkę będzie: widać, słychać i czuć ? Zapewniam, że każdy spinningista może zagwarantować sobie podobne emocje i to przy bardzo niewielkich nakładach. Wystarczy nam niezbyt głębokie okoniowo – szczupakowe łowisko i bezsterowy Rover firmy Salmo.

 

Rover należy do przynęt bezsterowych, powierzchniowych. To typowy Stickbait, czyli przynęta o ołówkowatym, wąskim korpusie. Od klasycznego poppera różni się budową oraz pracą, którą najlepiej oddaje określenie: „walk the dog”. I rzeczywiście, prowadzenie przynęty przypomina prowadzenie psa na smyczy. Rover przy podciąganiu cały czas odbija raz w prawo, raz w lewo pozostawiając na powierzchni wody charakterystyczny ślad w kształcie litery „V”. Firma Salmo produkuje Rover-a w siedmiocentymetrowej wersji pływającej o masie 11g, w 4 wariantach kolorystycznych. To moim zdaniem najskuteczniejszy i najłatwiejszy w obsłudze powierzchniowiec na rynku. Zaręczam, że warto go dobrze poznać.

 

Płytka zatoka. Łowisko modelowe.

Jest końcówka sierpnia. Niewielkie malownicze jezioro w północnej Polsce budzi się do życia po dość chłodnej nocy. Wypływam w kierunku dużej zatoki pokrytej rdestem i moczarką. Nie pamiętam ile to już razy szczupaki i okonie z tej zatoki sprawiły, że pozornie nieciekawy dzień zamieniał się w prawdziwe eldorado. Za każdym razem powracają wspomnienia. Pamiętam każdy gejzer, każde branie, każde odpłynięcie ryby w jeziorową toń. Przy cichym szmerze silnika elektrycznego dopływam na skraj zatoki. Pode mną są niecałe dwa metry wody. Do najdalszej wnęki trzcinowej mam około 40 metrów. Doskonale, z tego miejsca dosięgnę wszystkich ryb z zatoki nie płosząc ich pływaniem po kilkunastocentymetrowej wodzie. Z wyborem przynęty nie mam problemu. Dziś postawiłem na szczególne emocje i w pudełku mam tylko Rover-y w kilku kolorach. Zakładam model: CBK czyli „czarny chrom”. Poza pracą wabi on ryby dodatkowymi refleksami i wielokrotnie uratował mój wędkarski honor. Pierwszy rzut kieruję w prawą część zatoki. 40 metrów to przy cienkiej plecionce żaden wyczyn dla Rovera. Nic dziwnego, ma przecież niemal idealny kształt pocisku a przy tym doskonałe wyważenie. Kiedy przynęta wpada do wody, metr obok widzę odchodzącą sporą rybę. Cholera, prawie wrzuciłem jej na głowę ! Smuga wolno  przesunęła się w stronę trzcinowej wnęki, może ryba da się jeszcze skusić ? Zaczynam prowadzenie: chlup, chlup, chlup, przerwa, chlup, chlup, chlup, przerwa, chlup, chlup, przerwa. Pierwsze przeprowadzenie bez efektu. Ponawiam rzut nieco bardziej w prawo. Rover ląduje idealnie w środku małej, trzcinowej wnęki. Głęboki oddech i zaczynam: chlup, chlup… łup! Nagle zatokowa flauta zostaje brutalnie zakłócona przez wodny gejzer. Pudło ! Nie zmieniam tempa prowadzenia, na moment  zatrzymuję przynętę i pracuję nią dalej. Nawyku zacinania w takim przypadku już dawno oduczyły mnie szczupaki. Nagle kolejny gejzer ! Ale wściekła ryba – mój salmiak doprowadził ją do szału, podąża za nim już z 10 metrów i ciągle atakuje !  No kolego masz ostatnią szansę…chlup, chlup, siedzi ! Tym razem wodnemu gejzerowi towarzyszy odjazd z wyraźnym naprężeniem plecionki. Lekko zacinam chociaż wiem, że to w tym przypadku formalność. Szczupak tańczy na ogonie niemal do końca holu. Po kliku minutach w końcu ryba wykłada się przy łodzi. Zębaty ma na oko 80 cm. To już niezła ryba i dla mnie tym cenniejsza, że złowiona z powierzchni. Zasłużyła na wolność. Do zobaczenia stary.

 

Powyższy opis jednej z moich wypraw doskonale opisuje najlepsze, wręcz modelowe łowisko dla Rovera. Płytkie, rozległe blaty, duże wcinające się zatoki czy szczyty podwodnych górek to doskonały poligon doświadczalny dla tej przynęty. Uważam, że optymalna interesująca nas głębokość mieści się w zakresie 0,5m – 2 m. Jeżeli takie łowisko porośnięte jest moczarką lub rzadkimi trzcinami i graniczy z ostrym spadem możemy już mówić o miejscu idealnym. Można oczywiście łowić głębiej, szczupaki bez problemu podniosą się do przynęty poruszającej się nawet 4 metry nad głową, ja jednak taką głębokość zostawiam już sobie dla jerków. Jest jeden wyjątek kiedy stosuję Rovera na znacznych głębokościach. Mówię o sytuacji kiedy okonie gonią drobnicę po powierzchni. Takie obrazki są niestety już dosyć rzadkie w naszych wodach, zdarzają się jednak i jeżeli zdążę odpowiednio szybko zmienić przynętę na Rovera to niemal zawsze okazały garbus ląduje w łodzi.

 

Kiedy?

W powszechnej opinii łowienie na przynęty powierzchniowe kojarzy się raczej z okresem wiosenno – letnim. Zapewniam jednak, że nawet późną jesienią można skutecznie łowić ryby z powierzchni. Niezłe wyniki osiągałem nawet w grudniu kiedy brzegi jeziora były już lekko skute lodem. W większości naszych wód drapieżniki przebywają w okolicy trzcinowisk i wypłyceń cały rok a przynajmniej pojawiają się tam regularnie podążając za drobnicą.

 

Dwa słowa o sprzęcie.

Do łowienia Roverem nie potrzebujemy specjalistycznego sprzętu. Łowiąc z łodzi optymalna długość wędziska mieści się w granicach 2,30m -2,40m. Możemy oczywiście zastosować dłuższe ale im krótsza wędka tym łatwiej będzie nam wprawić przynętę we właściwy rytm pracy. Ciężar wyrzutowy moim zdaniem powinien mieścić się w granicach 7-25 g. Spinning powinien mieć dosyć szybką akcję ale musi pracować na całej długości. Pamiętajmy, że ryby będą holowane na płytkiej wodzie i część holu będzie odbywała się w powietrzu. Podczas takiego wyskoku szczupak najczęściej odzyskuje wolność a sztywny kij na pewno mu to ułatwi. Na kołowrotku wielkości 3000 mam nawiniętą plecionkę o średnicy 0,13- 0,15mm. Tutaj radzę nie eksperymentować, żyłka jest zbyt rozciągliwa i przy dalszych odległościach musimy wkładać znacznie więcej siły w pracę wędką niż przy lince. Poza tym na plecionce doskonale czuć każdy kontakt ryby z przynętą. Niezbędny jest także przypon na szczupaki. Ponieważ często łowimy w przejrzystej wodzie a nasza przynęta będzie pozostawać w bezruchu dłuższą chwilę warto zastosować przeźroczysty fluorocarbon o długości minimum 40 cm. Ten materiał nie wzbudza podejrzeń u ryb a przy tym jest odporny na szczupacze zęby. Poza tym jest on lżejszy od klasycznego przyponu np. z tytanu i nie wpływa na ustawienie przynęty w wodzie. Pamiętajmy, że Rover jest stosunkowo lekki (11g) i zbyt ciężki przypon spowoduje ustawienie go w pozycji „głową w dół” co znacznie utrudni właściwe granie przynętą.

 

 

Technika prowadzenia. Klucz do sukcesu.

Aby skutecznie łowić Roverem należy opanować technikę prowadzenia, która w tym przypadku jest kluczem do sukcesu. Myślę, że każdy nawet mało doświadczony wędkarz jest w stanie opanować prowadzenie tego powierzchniowa już po kilku rzutach. W ubiegłym sezonie mój kompan z łódki poprawnie „jeździł” Roverem już za czwartym rzutem. Kiedy po pół godzinie łowienia holował drugiego szczupaka przyznał mi rację, że to najbardziej emocjonująca metoda spinningowania. Tym samym pozbyłem się połowy Roverów z pudełka. Radość kolegi ze złowienia pierwszej ryby z powierzchni była jednak tego warta. Zanim przejdziemy do omawiania samej techniki prowadzenia należy wspomnieć o podejściu do łowiska. Najlepsza będzie tutaj łódka, która umożliwi nam dokładne obłowienie każdej trzcinowej wnęki i zatoczki. Naszym celem są ryby przebywające na blatach, najlepiej więc ostrożnie podpłynąć od strony głębszej wody i ustawić łódź na odległość rzutu do najdalszego krańca zatoki. Jeżeli używamy silnika spalinowego, musimy odpowiednio wcześniej go wyłączyć i podpłynąć na wiosłach do upatrzonego miejsca. Warto tu wspomnieć o sfalowaniu powierzchni wody. Muszę przyznać, że najlepsze wyniki uzyskiwałem przy kompletnej flaucie lub lekko pomarszczonej wodzie, nawet w pełnym słońcu. Uważam, że siła rażenia Rovera jest w takich warunkach dużo większa, ponieważ ryby mają wtedy lepsze pole obserwacji powierzchni wody niż przy wodzie sfalowanej. Jak łowić ? Po zarzuceniu przynęty wybieramy luz plecionki i rozpoczynamy regularne podszarpywanie szczytówką w dół (lub w bok przy dłuższym wędzisku) jednocześnie wybierając luz kołowrotkiem. Przy prawidłowej synchronizacji kołowrotka i wędziska, Rover zacznie się wykładać na przemian w lewo i w prawo pozostawiając za sobą charakterystyczny ślad przypominający literę „V” o ramionach rozwartych pod niemal prostym kątem. Praca przypomina „spacer z psem” a tor pracy przynęty – zęby piły. Doskonałym patentem ułatwiającym nam właściwe prowadzenie Rovera a rybom lokalizację przynęty w gorszych warunkach przejrzystości wody są metalowe kulki umieszczone wewnątrz korpusu. Ich stukot słychać nawet z 30 metrów i można dzięki temu kontrolować pracę przynęty nawet o zmierzchu. Można to wykorzystać przy nauce prowadzenia ustalając sobie najlepsze tempo. Ja najlepsze wyniki uzyskiwałem kiedy stukot metalowych kulek był słyszalny 1 raz na sekundę. To moim zdaniem optymalne, najskuteczniejsze tempo prowadzenia Rovera. Warto co kilka obrotów korbką pozostawić przynętę w bezruchu nawet na kilkanaście sekund. Szczupaki bardzo często podążają za Roverem i często dopiero po dłuższym postoju następuje gwałtowny atak. Tak doszliśmy do kwintesencji powierzchniowego łowienia – ataku. Samo branie ryby na Rovera jest niezapomniane i niemal zawsze powoduje duży przypływ adrenaliny. Spokojna jeszcze przed momentem woda zamienia się w gejzer w przeciągu sekundy. Warto jednak w tym momencie nie ulegać emocjom. Musimy zachować zimną krew i czekać aż ryba sama napręży plecionkę odjazdem.

Szczególnie szczupaki uwielbiają igrać sobie z Roverem i często atakują go 2-3 razy zanim ostatecznie zamkną paszczę na przynęcie. Jednocześnie doskonale uczą nas cierpliwości co na pewno zaprocentuje w przyszłości. Poza szczupakami drugą najczęściej łowioną przeze mnie na Rovera rybą jest okoń. Salmiak niesamowicie prowokuje te ryby i to wszystkich roczników. Potrafi zainteresować zarówno 15 cm okonki jak i duże ponad 40 cm garbusy. Branie okonia jest bardziej zdecydowane, ryba pojawia się nagle i wciąga Rovera pod powierzchnię robiąc przy tym znacznie mniej hałasu niż szczupak. W przypadku średniej 25-30 cm ryby przynęta często ledwo wystaje z pyska. Szczupak ze względu na swoją „zabawę” z Roverem i wściekły atak często jest zapięty na zewnątrz pyska. Obydwa gatunki będą z pewnością najczęstszymi zdobyczami Rovera jednak warto także spróbować złowić jeszcze jedną rybę doskonale reagującą na Rovera. Chodzi o -

Bolenia.

Tutaj najlepsze efekty uzyskiwałem w miesiącach letnich łowiąc ryby żerujące w warkoczach. Ważne aby pod przelewem były przynajmniej 2 metry wody. Takie warkocze są spokojniejsze i pozwalają na lepszą prezentację stosunkowo lekkiej przynęty. Jak prowadzę Rovera? Odpowiedź jest nieco zaskakująca, zwłaszcza dla klasycznych boleniarzy : wolno z nieznacznymi przyśpieszeniami. Po zaobserwowaniu miejsca ataków rapy przerzucam o kilka metrów spodziewane miejsce brania i wykonuję 4-5 szybkich pociągnięć szczytówką. Następnie znacznie przyspieszam z jednoczesnym pochyleniem szczytówki w kierunku wody. Rover wbija się wtedy pod powierzchnię wyzwalając charakterystyczne chlapnięcie i pociąga za sobą pęcherzyki powietrza. Kiedy wynurzy się na powierzchnię powtarzam całą akcję od nowa. Branie bolenia z powierzchni jest nie mniej widowiskowe niż szczupaka z jeziorowej zatoki. Tu jednak rzadko zdarzają się chybione ataki, po braniu następuję natychmiastowy odjazd.  Bardzo ważne jest precyzyjne ustawienie hamulca kołowrotka. Do łowienia boleni warto także użyć bliźniaczego modelu Salmo o nazwie Spittin Rover, który posiada dodatkowe skrzydełko wabiące. Powoduje on w wodzie jeszcze więcej zamieszania i na wyjątkowo oporne ryby jest czasami niezastąpiony. Jak to bywa w łowieniu na dużej rzece nizinnej, oprócz boleni na naszej wędce czasami zagoszczą także inne ryby takie jak: kleń, jaź, okoń i szczupak. Możemy także spróbować wykorzystać Rovera przy nocnym łowieniu na letnich opaskach. Efekty akustyczne będą w tym przypadku dużą zaletą, które z pewnością docenią sandacze a może i sumy. Jak widać Rover wbrew pozorom jest przynętą dosyć uniwersalną i zachęcam każdego spinningistę aby poświęcił mu przynajmniej kilka wypraw w sezonie.

Zapewniam, że już po pierwszym, spektakularnym braniu z powierzchni ta doskonała przynęta na stałe zagości w Waszym arsenale a każdy atak ryby pozostanie w pamięci bardzo długo. I jeszcze jedno. W zamian za tak wspaniałe emocje darujmy rybom życie. Może na kolejnej wyprawie znowu przed Wami otworzy się woda i piękna ryba odwdzięczy się wspaniałą świecą po której serce szybciej zabije,

 

Łukasz Marczyński.

 

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn