Sumy dla każdego

powrót
Sumy dla każdego
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

 

Przez wiele lat łowienie sumów uważałem za dziedzinę wędkarstwa przeznaczoną dla najlepszych łowców. Ludzi, których zwykłe łowienie przeciętnych ryb już nie rusza i w poszukiwaniu najintensywniejszych wrażeń porzucili „normalne” wędkarstwo na rzecz polowania na prawdziwego króla śródlądowych akwenów wodnych. Ten obraz dodatkowo utwierdzały bajkowe wręcz opisy połowów ogromnych sumów z Ebro, Padu czy delty Wołgi. Poza tym, kto normalny łowi ryby większe od siebie?!?

 

Pewnie tkwiłbym w tym przekonaniu jeszcze długo, gdyby nie pewna sandaczowa wyprawa, na której złowiłem swojego pierwszego metrowego suma. Mimo, iż mój przeciwnik nie należał do okazów swego gatunku, to na delikatniejszym sprzęcie ryba dostarczyła mi mnóstwo wrażeń i już następnego dnia wiedziałem, że wcale nie muszę śnić o 2 metrowych kolosach. Wystarczy jak regularnie będę łowił ponad metrowe ryby. Jeden sezon poświęciłem na poszukiwania, ale już tego lata się opłaciło. Moje łowisko znajduje się 20 minut drogi samochodem od domu. Co nie jest bez znaczenia, gdyż często mogę być nad wodą. Największe łowione sumy nie przekraczają co prawda 150cm, ale czy regularne spotkanie z ponad 10 kilowymi rybami to powód do zmartwień? Jaka jest zatem recepta na sukces?

 

Wytypowanie łowiska.

 

Przede wszystkim sumy muszą być w naszym łowisku. Optymalna zdaje się średnia lub duża rzeka. W jeziorach, nawet jeśli sumy występują, ich ilość często ogranicza nasze szanse na regularne ich łowienie. Potwierdza się reguła, że podczas rozpoznawania łowiska lepiej być nad wodą częściej ale krócej, niż rzadziej za to dłużej. Aby poznać zwyczaje sumów warto odwiedzać łowisko jak najczęściej o różnych porach dnia. W mojej rzece najlepsze rezultaty osiągałem w letnie poranki między 7-10 rano. Możliwe jednak, że w waszym łowisku godziny te będą zupełnie inne. Zarówno wcześniej jak i później ryby trafiały się zdecydowanie rzadziej. Wybór odcinka rzeki warto zacząć od miejscowych wędkarzy. Oni najlepiej wiedzą, gdzie duże ryby zrywają zestawy nieprzygotowanych łowców. Moje sumy znalazłem na niepozornym, kilkusetmetrowym prostym odcinku rzeki, kilkaset metrów poniżej jazu. Jest tam kilka dołków i rynien, a głębokość nie przekracza 5 metrów. Nie ukrywam, że choć udaje się łowić te sumy z brzegu, to skuteczność trollingu z łodzi jest wielokrotnie większa. Prosta echosonda dodatkowo przyspiesza namierzenie zakamarków dna, przy których kręcą się drapieżniki.

Sprzęt

 

dobierzmy do wielkości ryb, które trafiają się w naszym łowisku. Osobiście używam wędek o długości od 2 do 2,7 metra i ciężarze wyrzutowym 20-80 gram. Do krótkich i delikatniejszych wędek używam niskoprofilowych multiplikatorów, a do dłuższych wędek spinningowych kołowrotków w klasie 3000-4000, z niezawodnym hamulcem. W obu przypadkach nawinięte mam linki o wytrzymałości  około 15-20 kg. Jest to zatem przedział, w którym mieści się większość „mocniejszego sprzętu na szczupaka”. Takim zestawem, przy dobrze wyregulowanym hamulcu możliwe jest wyholowanie naprawdę dużego suma. Oczywiście jeśli łowisko będzie trudne techniczne (zwalone drzewa lub inne przeszkody) i będziemy zmuszeni siłowo zatrzymać uciekającą rybę, to wówczas możemy dodać nieco mocy naszym zestawom. Jednak taki zestaw pozostawia nam odrobinę finezji i sprawia dużo radości podczas holu. Pamiętajmy o długim przyponie z wolframu lub fluocarbonu. Sum podczas holu lubi się okręcać, a zęby tworzące charakterystyczną tarkę mogą przetrzeć niezabezpieczoną linkę.

W tym miejscu należy obalić również -

 

Mit dużych przynęt.

 

Wszystkie tegoroczne sumy złowiliśmy na przynęty pomiędzy 6-8cm. Zastanawiacie się zapewne dlaczego tak duże ryby atakowały tak drobne przynęty? Otóż okazało się, że nasze sumy opychały się wręcz rakami i ślimakami. Próbowaliśmy większych przynęt, ale nie mieliśmy wyników. Znakomite są pływające i tonące 6cm hornety Salmo. Ich agresywna drobna akcja połączona z dobrze dobraną głębokością prowadzenia okazała się bardzo skuteczna. Łowne są także 8cm perche, 6cm bullheady oraz minnowy w wersjach SDR Salmo. Kolor ma mniejsze znaczenie, choć wiele sobie obiecuję w przyszłym sezonie od 5cm hornetów SDR malowanych na raka. Na stosunkowo długiej lince 40-60 metrów, wymienione przynęty schodzą na około 4-5 metrów. Prędkość trollingu niezależnie od kierunku płynięcia musi być taka, aby wobler pracował wyczuwalnie na wędce. Znając głębokość łowiska wypuszczajmy przynętę stopniowo, sprawdzając jej pracę. Róbmy to tak długo aż poczujemy, że przynęta co chwilę stuka w dno. Wówczas skróćmy nieco linkę, tak aby tylko co jakiś czas miała kontakt z dnem. Widząc wskazania echosondy będziemy mieli pewność, że nasza przynęta „patroluje” najbardziej pożądaną przydenną strefę wody. Pływając z partnerem i szukając ryb, warto aby nasze zestawy były dość odmienne. Niech jedna przynęta penetruję głębokie partie wody, a naszego partnera toń. Ryby żerują tam gdzie znajduje się ich pokarm i może się zdarzyć, że mimo powszechnej opinii sumy będą brały w pół wody lub wręcz przy powierzchni. Penetrując różne warstwy szybciej określimy ich preferencje. Jeszcze jedna wskazówka dla początkujących. Przynętę kładźmy na wodę obok łodzi i odpływajmy. Podczas rzutu może dojść do splątania, a znaczna odległość od przynęty często uniemożliwia identyfikację tego błędu. Kładąc przynętę przy łodzi mamy pewność, że nie będziemy tracić czasu na jałowe pływanie.

 Podbieranie

 

tak dużych ryb wymaga nieco wprawy, ale po pierwszym sumie będziecie wiedzieć o co chodzi. Jeśli istnieje taka możliwość, a na końcu zestawu mamy naprawdę dużą rybę, warto spłynąć do płaskiego brzegu. Mamy wówczas dużo więcej miejsca, a i ewentualne błędy będą mniej bolesne. Najlepszy zdaje się być chwyt za dolną szczękę. Pamiętajmy aby zabezpieczyć rękę rękawicą lub w przypadku jej braku jakąś szmatą. Możliwy jest również „szczupakowy” chwyt pod skrzela. Nie podnośmy ryby za szczękę pionowo do góry. Jej ciężar pozbawiony oparcia wody może wyrządzić spore szkody w organizmie ryby. Odłóżmy wędkę i podtrzymujmy drugą ręką brzuch ryby. Ponieważ hol dużych ryb często przeciąga się w czasie, przed wypuszczeniem dajmy rybie czas na dojście do siebie. Wystarczy utrzymać ją przez chwilę w naturalnej pozycji, tak aby nurt rzeki wpadał jej do pyska. Nigdy w przeciwnym kierunku, gdyż można uszkodzić delikatne listki skrzelowe ryby. Nasza zdobycz sama da nam znać, kiedy będzie gotowa do odpłynięcia. Wypuszczajmy duże ryby, tak aby jak najdłużej dawały nam niezapomniane przeżycia.

 

 

Mateusz Baran

 

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn