Tadzio

powrót
Tadzio
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

Tadzio

 

Piotruś poprosił mnie parę tygodni temu o parę slow wspomnień o Tadziu. Kilka razy siadałem do komputera i miałem pustkę w głowie i łzy zbierające się w oczach. Tyle chciałbym powiedzieć, bo nie da się w paru słowach, a jednak nie mogłem wystukać nawet jednego zdania.

Dzisiaj jadąc samochodem myślałem o Tadziuli i o tym że muszę napisać, choć parę słów. Wycierałem łzy gromadzące się w oczach i robię to również teraz i wcale się tego nie wstydzę. Zanim usiadłem do komputera puściłem sobie DVD z programem polskiej stacji telewizyjnej POLVISION z Chicago, która nagrała go o podlodowych zawodach z cyklu eliminacji do mistrzostw Ameryki, w których startowało kilka polskich drużyn. Na koniec tego programu jest ujęcie po zawodach grupki Polaków, którzy w nich uczestniczyli. Są też polscy reporterzy, którzy robili zdjęcia z tej imprezy. Jeden z nich w czerwonym ubraniu podlodowym przyklęka z przodu i szeroko się uśmiechając macha do kamery ręką a ja opieram moja dłoń na jego ramieniu. Zatrzymałem ta klatkę, aby choć chwile ponapawać się widokiem kochanego, nieodżałowanego przyjaciela, któremu nigdy więcej nie położę ręki na ramieniu, aby go serdecznie poklepać. Tadzio Ćwik….

 

Ale zacznijmy od początku…

 

Kilka ładnych lat temu miałem zaszczyt polować na Muskie w Kanadzie z Piotrusiem Piskorskim i Radkiem Zaworskim. W czasie jednego z gawędziarskich wieczorów, Piotr zadał mi pytanie (tak je zapamiętałem) „mam przyjaciela w Chicago, który jest świetnym wędkarzem, ale ma problem ze znalezieniem się trochę w emigracyjnej rzeczywistości, Ty działasz w wędkarskim świecie może byś go wciągnął … Nazywa się Tadeusz Ćwik.”

Oczywiście natychmiast wiedziałem, o kogo chodzi, a to za sprawa artykułów i zdjęć Tadzia z polskiej prasy. Niestety nie znalem go osobiście z Polski (w końcu wyjechałem do Stanów 20 lat przedtem), ale dobrze pamiętałem ze zdjęć jego charakterystyczna twarz z kucykiem, potężna sylwetkę i w ogóle facet kojarzył mi się z potomkiem Inków, a w najgorszym przypadku Apaczów, co to nie podchodź w bliski zasięg. Zapomniałem na jakiś czas o tej rozmowie i nagle chyba rok później jadąc samochodem na zawody na Muskie do północnego Wisconsin, aby spotkać się znowu z Salmo Team, otrzymałem telefon “mówi Tadeusz Ćwik. Otrzymałem Twój numer od…”

I tak się zaczęła jedna z najwspanialszych przyjaźni mego życia.

Dwie godziny później spotkaliśmy się pierwszy raz i ten Apacz, Irokez, Aztek okazał się jednym z najmilszych, najbardziej cichych i subtelnych ludzi, jakich poznałem w życiu!

Prędzej czy później prawdopodobnie spotkalibyśmy się, ale jestem Ci niesamowicie wdzięczny Piotr za to, ze zaprosiłeś nas obu na ten turniej pod egidą Salmo, bo nastąpiło to wcześniej niż później. Choć patrząc z perspektywy tragicznej śmierci Tadzia o wiele za późno. Mimo to czuję się jakbym go znał całe moje życie… i tak też tęsknię za Nim.

Jaki był Tadzio (i jest nadal w naszych sercach na zawsze), jako wędkarz, a przede wszystkim, jako człowiek i przyjaciel?

Udało nam się wraz z Wojtkiem Bogusławskim, z którym prowadzę program radiowy o wędkarstwie w Chicago, wciągnąć Tadzia, (co nie było trudne) do współpracy i to on właśnie był zawsze w studio, aby w znakomity sposób, uczynić go ciekawym i popularnym. Miał świetny, gawędziarski, radiowy, ciepły ton głosu, no i ta ogromna wiedza wedkarska. Byl bardzo lubiany i każdy, kto go spotkał nie mógł nie poddać się jego wielkiemu urokowi osobistemu. W książce, która leży u mnie na biurku autorstwa Bolesława Uryna z pięknym zdjęciem na okładce przedstawiającym Tadzia z wielkim tajmieniem w Mongolii jest następująca dedykacja (mam nadzieje że pan Bolek nie będzie miał pretensji, że ja zacytuję):

 

…” Kochany Tadziu

z pozdrowieniami

i podziękowaniami,

Bolek

To mówi za siebie. My wszyscy bliscy przyjaciele Kochaliśmy Go, za to, jakim był i byliśmy Mu wdzięczni za jego przyjaźń.

Pan Bolesław pisze w tej książce, że powiedzeniem Tadzia było: ” Mnie się nie wolno denerwować”.. On nawet jak się denerwował to robił to w sposób niebywale uroczy, a czasami nawet sobie zaklął: “O kurcze blade!”…

Potrafił swoim spokojem rozładować najbardziej napiętą atmosferę. Był jak balsam.

Kiedy przyjeżdżałem nad wodę i z daleka widziałem jego charakterystyczna sylwetkę, to bez względu jak zły miałem dzień, to od razu gęba zaczynała mi się uśmiechać od ucha do ucha. Byliśmy na telefonie prawie co dzień. I nie rozmawialiśmy tylko o wędkarstwie.

Będąc w tym samym wieku, dyskutowaliśmy na wiele tematów i ja czerpałem z tych rozmów wielką przyjemność. Brakuje mi tego strasznie i widząc jego numer wbity na mojej komórce, wiem że go nigdy nie skasuję, a tak bardzo chciałbym go nacisnąć i usłyszeć: ” Cześć Grześ, no, co tam słychać?”…

Wspaniały, nietuzinkowy, serdeczny przyjaciel, kumpel, Człowiek.

A jako wędkarz…

Wszyscy przyjaciele znają wiele anegdot związanych z Tadziem i jego wędkarskimi sukcesami i przygodami. Na to, jakim był wędkarzem, dam dwa przykłady z wielu.

Po długich zawodach na łodzi i tęgim piciu przy wieczornych przed zawodami Polaków rozmowach, udaliśmy się nad inne jezioro. Było późne popołudnie i wszyscy byliśmy skrajnie zmordowani. Mięliśmy przed sobą następne dwa dni wędkowania, już tylko dla przyjemności. Marzyłem tylko o zwaleniu się na łóżko. Tadzio z niewinna, choć tez mocno zmordowana buźką zapytał: ” No, co płyniemy? „… Jutro Tadziu, jutro, już tylko trzy godziny do zmierzchu, zobacz jak wyglądasz, toć nie widzisz na ślepia!”. No i popłynął z kimś innym. Walnął dwa piękne Muskie, przysłowiowe ryby 10000 rzutów. On potrzebował może tylko 100, no, bo nie miał na więcej czasu tego dnia.

Tadzio kochał łowić Muskie bo zawsze mówił, że przypominają mu one głowacicę pod względem trudności (tak samo się trzeba namachać i podobna wielkość).

Inne zdarzenie. Próbujemy z kolega w porcie w Racine, skusić trocie jeziorowe, używając najbardziej wypróbowane przynęty. Dwie godziny bez efektow. Przyjechał Tadzio. Stanął miedzy nami zapytał o przynęty. Ok, stwierdził, nie chcą na klasyki (głownie woblery i wahadłówki) to ja spróbuję na coś innego i przypiął obrotówkę, jakiej ja bym nigdy nie użył na trocie (a łowię je 25 lat i złowiłem tysiące). W drugim rzucie wyjął 6-cio kilowa trotkę.

Z wyrazem zmieszania na twarzy spojrzał na nas i powiedział tylko dwa słowa “przepraszam chłopaki!”. Taki był Tadzio.

Był bardzo skromny i czasami trudno było wyciągnąć od niego wiadomości o sukcesach chociaż  chętnie dzielił się ze wszystkimi swoja ogromną wiedzą. Był zagorzałym spinningistą i muszkarzem i choć metody łowienia łososiowatych na ikrę i inne żywe przynęty są tutaj dozwolone i czasem bardzo skuteczne, Tadzio twierdził, że zostawia je dla tych, co nie potrafią ich złowić na przynęty sztuczne. Był prawdziwym sportowcem. Najbardziej kochał tutaj łowić Muskie, steelheady, pstrągi potokowe, trocie jeziorowe i łososie.

Tadzio, jako człowiek miał niesamowita ilość zalet, ale miał tez dwie wady. Nie dbał o swoje zdrowie unikając lekarzy jak ognia i był lepszym wędkarzem ode mnie. Miał swoje metody i nie raz namawiał mnie na wyprawy, aby mi je pokazać, podobnie jak nowe łowiska. W wielu przypadkach przekładałem to na później i dzisiaj niezmiernie tego żałuję.

Kiedy dostałem wiadomość o jego śmierci, kilka dni byłem w szoku i nie nadawałem się do niczego, a tylko ryczałem jak bóbr. Oj Tadziu, co Ty nam zrobiłeś. Osierociłeś tylu przyjaciół. Strasznie nam będzie ciebie brakować! Nie mogę uwierzyć, że nie zobaczę Cię nigdy na naszych wspólnych miejscówkach. Wiem, że łowisz teraz w krainie wielkich łowów, bo przecież sezon steelheadowy w pełni. Na pewno znajdziesz tam strumienie jak w Indianie, gdzie gromiłeś wielkie steelheady, czy rzeki i porty jak Wisconsin pełne troci i łososi, jeziora z Muskie, jakie lubiłeś w Minnesocie, inny Dunajec z Głowatkami, a nawet inną mongolską Czuluut-goł pełną tajmieni. Kto jak kto, ale ty je na pewno znajdziesz a kiedyś połowimy razem …

Żegnaj kochany przyjacielu i druhu. Cześć Twej Pamięci!

 

Grześ

(Grzegorz Wilczyński- trener narodowej reprezentacji USA w wędkarstwie podlodowym, Mistrz Świata 2010)

 

P.S. Tadzio był bardzo dumny z mojego medalu, a ja w jednej chwili zamieniłbym sto takich medali na parę następnych wypraw z Nim nad wodę.

 

 

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn