• PL
  • EN
  • RU

Wobbler – przynęta na duże okonie

powrót
Wobbler – przynęta na duże okonie
  • Facebook
  • Twitter
  • NK
  • Wykop
  • Gadu-Gadu
  • Blogger
  • MySpace

Okoń jest prawdopodobnie najbardziej pospolitym drapieżnikiem, który występuje w wodach europejskich. Jest to przepiękna, pasiasta ryba, która mimo tego, iż nie dorasta takich rozmiarów jak inne drapieżniki, jest bardzo ceniona przez wędkarzy.

 

Największe okazy osiągające długość od 40cm do 50cm mają zazwyczaj ponad 15 lat i są swoistym rarytasem. W  jeziorach oraz  rzekach, niezależnie od pory roku i pogody, wędkarz zawsze może liczyć na parę pasiaków. Małe okonki tworzą liczne stada stacjonując w pobliżu powalonych drzew, krzaków, kamieni i wszelakich kryjówek. Większe sztuki pływają w mniejszych grupach i preferują przydenne strefy jeziora od czasu do czasu penetrując przybrzeżne pasy roślinności. Mniejsze pasiaki zdecydowanie łatwiej skusić do brania, ich małe doświadczenie oraz znaczna konkurencja w stadzie sprawiają że rzucają się praktycznie na każdą przynętę. O wiele trudniej jest z większymi. Wymagają one posiadania pewnej wiedzy, cierpliwości a przede wszystkim umiejętności spinningisty. Obecnie zdecydowana większość wędkarzy  uważa, że przynętą numer jeden na ogromne okonie są rippery oraz twistery. Niektórzy dodają do tego jeszcze obrotówki i wahadłówki, które w ostatnich latach schodzą jednak na dalszy plan.  Mniej popularne ale i skuteczne są też takie przynęty jak cykady, koguty czy też softbaity na systemie dropshot.

Czy ktoś jednak zadał sobie kiedyś pytanie czy można łowić okazowe okonie na woblery i to skutecznie? Przez ostatnie 2 lata próbowałem rozgryźć tę zagadkę i mogę powiedzieć iż w pewnym sensie udało mi się. Mimo, że od wielu, wielu lat jestem zapalonym zwolennikiem obrotówek, odkąd tylko spróbowałem  łowić pasiaki na woblery, od razu się w nich zakochałem.

Okoń to bardzo –

 

Ciekawska i sympatyczna ryba

 

Zawsze gdy w wodzie pojawia się coś “nowego” pasiak jest pierwszy na miejscu zdarzenia. Jest to taki mały odkrywca, który ciągle czegoś poszukuje i jednocześnie jest przy tym niezwykle przebiegły. Jego podstawowym zmysłem jest wzrok, istotna jest więc kolorystyka przynęt. Reaguje on również świetnie na dźwięk obrotówek czy też grzechotkę woblerów.

Niezależnie od warunków atmosferycznych, pory roku oraz intensywności brań, okonia można praktycznie zawsze i wszędzie zlokalizować – jest on dość powszechny i łatwo go złowić.  Te i szereg innych czynników sprawiają ze “pasiak” jest bardzo lubiany ale równocześnie trochę niedoceniany i lekceważony przez wielu wędkarzy. Rozmiar maksymalny jaki może osiągnąć w dużej mierze zależny jest od rodzaju wody, presji wędkarskiej, gospodarki rybackiej oraz kłusownictwa. Są miejsca gdzie okonie osiągają masę przekraczającą 3 kg, a są też i takie gdzie kilowy okoń jest ewenementem.

No właśnie – jeśli jest go tak mało, to w jaki sposób można go zlokalizować i co najważniejsze skusić do brania? Aby złapać okazową sztukę trzeba spełnić szereg warunków.  Najważniejszym z nich jest bez wątpienia  dopasowanie przynęty oraz techniki łowienia odpowiednio do pogody, pory roku i zwyczajów ryb, które panują w łowisku. Duży udział w sukcesie odgrywa również zwykłe szczęście wędkarskie którego nam tak często brakuje. Postaram się przeanalizować każdy z tych czynników, ukazać jak wpływają one na nasze wyniki oraz jak wiele może zależeć od nas, a nie tylko od przypadku.  Pierwszym z nich jest –

 

Technika połowu

 

Teoretycznie możemy tutaj wyróżnić dwie podstawowe metody, które rozdzielają się na szereg innych technik, mowa tutaj o trollingu oraz spinningu. Jeżeli nie znamy zbyt dobrze jeziora a dysponujemy echosondą to trolling jest dobrym wyborem. W zależności od głębokości wybieramy odpowiednie woblery. Ważne jest to aby pracowały one w strefie pomiędzy dnem a termokliną  ponieważ są to obszary, gdzie najczęściej występują dorodne okonie. Zależność ta sprawdza się szczególnie w okresie jesiennym, zimowym oraz późnego lata.

Na rynku dostępnych jest wiele modeli woblerów, które powinny nieźle łowić okonie. W moim przypadku najlepiej sprawdziły się modele z oferty Salmo. Najwięcej dorodnych garbusów złowiłem na Bullheady, Executory i Hornety. Najważniejszym elementem który decyduje o doborze rodzaju woblera jest to aby pracował w “strefie dobrych brań” czyli pomiędzy dnem a termokliną i jednocześnie nie dochodził do dna. Każdy kontakt z dnem to ryzyko zakłócenia pracy przynęty a nawet jej utraty na zaczepie.

Moje doświadczenia w trollingowaniu oparłem na łowieniu w jeziorach dochodzących do głębokości 8-9 metrów. Spośród dostępnych modeli wyróżniłem –

 

3 zestawy woblerów

 

dzięki którym można sobie poradzić w praktycznie  każdych warunkach.

Pierwszy zestaw obejmuje przynęty przeznaczone do połowu w najpłytszych miejscach. Nurkują one do około 3 metrów głębokości. Łowiska te to głównie płytkie, kameralne jeziorka bądź tez zatoki głębokich jezior gdzie okoń w okresach wiosennych wychodzi na żer. W takich miejscach używam głównie niewielkich, 4-5 cm woblerów takich, jak Hornet 4F, 4S, Executor 5SDR oraz Bullhead 4SDR.  Pod względem wielkości są to idealne modele na wiosenne garbusy a ich budowa sprawia, że nurkują do głębokości około 2-3 metrów czyli do miejsca, gdzie w płytkich wodach siedzą największe okazy.

Trollingując na płytkich jeziorach bądź rozległych, płytkich zatokach, gdzie głębokość nie przekracza 4-5 metrów, dobrymi modelami są Bullhead 6SDR oraz Executor 7SDR. Woblery te nurkują do naszej “strefy dobrych brań” i ze względu na swoją specyficzną budowę wykonują niepowtarzalną pracę! Są to modele, które w moich testach sprawdziły się najlepiej i złowiły najwięcej ryb powyżej 40stu centymetrów. W szczególności zwróciłbym uwagę na Bullhead’a 6SDR w kolorze naturalnym (BD), który był zdecydowanie numerem jeden, sprawdzał się on praktycznie o każdej porze i w każdych warunkach pogodowych. Bez wątpienia “głowacz” jest jednym z najbardziej udanych i oryginalnych modeli Salmo.

Ostatni, trzeci zestaw woblerów obejmuje modele, które stosuję na jeziorach o głębokościach dochodzących do 8-10 metrów. Niestety, mało modeli nurkuje do takiej głębokości. Te, które to potrafią mają zazwyczaj ponad 8 cm długości co pozornie czyni je mniej atrakcyjnymi wabikami dla okoni niż tradycyjne – cztero czy  sześciocentymetrowe przynęty. Moimi ulubieńcami w tej kategorii są Bullhead 8SDR oraz Perch 8SDR. Ich rozmiary sugerują raczej szczupakowe łowy ale wierzcie mi – okazały okoń potrafi czasami zaatakować taka przynętę zdecydowanie pewniej niż mniejszego woblera. Duża głębokość wody sprawia jednoczenie ze obszar “strefy dobrych brań” jest większy niż na płytszych wodach. Warto więc obławiać nie tylko obszary przydenne ale też i płytszą, 5-6 metrową strefę toni wodnej. Bardzo dobrą przyętą do trollingowania na takiej głębokości są 5 centymetrowe Hornety w wersji SDR, które potrafią zanurkować nawet do 6 metrów! Biorąc pod uwagę ich dobre rozmiary są one wręcz idealnymi wabikami do obławiania takich miejscówek.

Mimo, iż przy łowieniu okoni zaleca się stosowanie głównie przynęt 4-6 centymetrowych, bardzo często można złowić garbusa na jerkbaita. Szczególnie skuteczny w okresach wiosennych okazuje się Slider 10, oraz jego kuzyni 7 i 12. Choć okonie na jerki są raczej przyłowem przy łowieniu szczupaków, nieraz już się słyszało o okoniach przekraczających 50 cm, które atakowały Slidera ciągniętego za łodzią. Kiedy wiemy że takie okazy pływają na naszym łowisku warto dać swoiste 5 minut szansy Sliderowi ponieważ jego niepowtarzalna i nieregularna praca może okazać się bardzo owocna.

W ostatnim czasie wielu wędkarzy zaczęło stosować tak zwane troki boczne czyli dociążenia montowane do linki, które pomagają sprowadzić przynętę na praktycznie każdą głębokość. W przypadku woblerów rozwiązuje nam to problem wielkości oraz rodzaju steru. Przy odpowiednim dobraniu ciężarka oraz długości troka możemy łowić nawet na głębokości 15 metrów, prowadząc przy samym dnie nawet malutkiego, trzycentymetrowego Horneta. Przy troku bocznym należy stosować przede wszystkim woblery pływające. Pozwalają one na zastosowanie bardzo skutecznej techniki polegającej na zmianach prędkości płynięcia łodzi a nawet jej okresowych zatrzymaniach. Przynęta nie „łapie dna” i jest atakowana właśnie w momentach  zmian prędkości.

Należy też pamiętać że małe wabiki wymagają spokojniejszej „prezentacji” oraz łowienia bardziej technicznego niż szybkiego i agresywnego. Szczególnie w okresie jesiennym okonie nie będą brać udziału w pościgach za przynęta tylko spokojnie i leniwie będą zbierać to co „swoje”.

Kolejnym elementem  który możemy wykorzystać w naszym okoniowym łowieniu jest systemik zwany „Spinner Winner”. Jest to innowacyjne zastosowanie mechanizmu działania spinnerbaita. Systemik ten składa się z przyponu, który posiada zamontowane na strzemiączku skrzydełko obracające się wokół własnej osi na karabińczyku. Nie należy tego mylić z obracaniem wokół osi przyponu! Mechanizm działania systemu polega na tym, że skrzydełko imituje uciekającą rybkę a wobler, zawieszony na końcu przyponu drapieżnika, który goni swoją ofiarę. Ryby drapieżne takie jak okoń i szczupak o wiele pewniej atakują właśnie tego typu pościgi wiedząc ze goniąca ryba jest mniej ostrożna ponieważ skupia się na swojej ofierze.

Z początku była to dla mnie jedynie swego rodzaju ciekawostka. Obecnie jednak bardzo często stosuję „Spinner Winnera” podczas trollingu. W pewien sposób zmienia on styl pracy przynęty. Obracające się skrzydełko sprawia, że wobler nurkuje płycej a amplituda jego drgań zwiększa się. No i przede wszystkim imituje to ową gonitwę która opisałem. Najlepsze wyniki miałem kiedy Spinner Winnera ze skrzydełkiem typu „long 2”, łączyłem z Bullheadem 6SDR i co ciekawe, okazywało, się ze zawsze w deszczowe, pochmurne dni zastosowanie tego systemu znacząco zwiększało ilość brań.

Pewnego letniego, deszczowego dnia trollingując z kolegą tymi samymi przynętami ja ze Spinner Winnerem złowiłem aż 11 okoni a on tylko jednego.  Dowodzi to, że naprawdę warto kombinować z technikami, przynętami oraz kolorami ponieważ mają one większe znaczenie niż mogłoby się nam wydawać.

Odrębnym tematem jest –

 

Charakterystyka łowiska

 

Głębokość jeziora to jedno, a jego przezroczystość to drugie. Ilość światła słonecznego która dociera do dna ma duże znaczenie ponieważ wpływa na występowanie roślinność i w efekcie na ilość brań. Wody bardzo przejrzyste mają bujną florę która uniemożliwia swobodne prowadzenie woblera. Co więcej – w bardzo czystej wodzie okonie są bardzo ostrożne i ciężko je skusić do brania. Z drugiej strony typowo sandaczowe mętne “zupy” też nie działają na naszą korzyść. Pamiętajmy, że okoń jest głównie wzrokowcem. W mętnej wodzie atakuje on co prawda pewniej,  ale jego pole widzenia jest mniejsze. Idealna woda powinna być lekko “trącona” – o przejrzystości do około 1,5 – 2 metrów.

Kolor woblerów staram się dobierać według paru prostych reguł. Im woda jest bardziej przejrzysta tym kolor powinien być ciemniejszy. Na przykład czarny Hornet ze złotymi paseczkami (Black Tiger) jest najlepszą przynętą na takie łowisko. Analogicznie rzecz ujmując w wodach mętnych dobieram jaskrawe, wyraziste  barwy aby były dobrze widoczne. Tak więc wszelkie zestawienia żółci, czerwieni, soczystej zieleni i czerni sprawdzają mi się w takich warunkach najlepiej (np. BULLHEAD Clown Yellow Perch, HORNET Green Tiger).

Pogoda również wpływa na dobór barw, w deszczowe, pochmurne dni staram się dobierać dziwaczne niebiesko-zielono-żółte kolory jak np. Hot Perch, Green Tiger. W dni upalne i słoneczne  natomiast zawsze stosuję modele, które wiernie odwzorowują kolor narybku, jak np EXECUTOR  Dace czy też Real Roach. W czasie kiedy ilość światła słonecznego jest mała np. o wczesnym poranku lub też po zmroku stosuję woblery z jasnym brzuszkiem (np. BD, RR), wyznaje zasadę ze jeżeli ryba atakuje przynętę od dołu to widzi jej spód,  przy zachmurzonym niebie wyraźniej widzi jasny brzuch woblera na ciemnym tle, analogicznie kiedy tego światła jest więcej, lepiej widać ciemny kolor  na białym tle (np. RS, BT). Ta zależność sprawdza się przede wszystkim przy łowieniu szczupaków na jerkbaity ale w płytkich zatokach działa również w przypadku okoni.

Kolejnym bardzo ważnym elementem w trollingu jest szybkość płynięcia łodzi. Wśród trollingowych łowców szczupaków panuje teza iż przynęta musi dość szybko się poruszać aby wyzwolić agresje i zachęcić szczupaka do nagłego ataku. Podczas łowienia okoni stosuję zupełnie odwrotną zasadę. Staram się na tyle wolno płynąc łodzią, aby wystarczyło to na sprowadzenie woblera na odpowiednią głębokość. Dlaczego tak? Weźmy pod uwagę chociażby kształt okonia, a dokładniej jego ogona, jest on drobny, mały i na pewno nie tak obszerny jak u łososia czy tez bolenia. Oznacza to że nie jest przystosowany do nagłych przyspieszeń, co więcej mówi to nam trochę o jego spokojnym i powolnym trybie życia, szczególnie w przypadku dużych okoni możemy zauważyć te swoiste “lenistwo”. Okazy wolą raczej spokojnie podpłynąć do ofiary, obejrzeć ją i ewentualnie od niechcenia zaatakować. Dlatego też skuteczne w łowieniu okazałych pasiaków są gumy które można poprowadzić bardzo wolno i zachęcić do brania, w szczególności w okresie jesiennym. Na 5 stopniowym silniku elektrycznym, drugi bieg w zupełności wystarcza na bezwietrzną pogodę. Odradzam stosowania silników spalinowych ponieważ na wodach 3-4 metrowych wywiera to dość duży wpływ na medalowe płochliwe okonie.

No właśnie, ale –

 

Jak poprowadzić przynętę

 

tak, aby pracowała tuż nad dnem i nie docierała do niego? Skąd mamy wiedzieć ile linki wypuścić? Większość wędkarzy albo robi to na „czuja” albo są tak doświadczeni iż wiedzą na jaką odległość wypuścić wabik. Osobiście przy trollingowaniu gumami stosuję opracowany przeze mnie system który pozwala mi poprowadzić przynętę o odpowiednich gabarytach oraz masie dokładnie nad dnem. System ten wymaga czasu na rozpoznanie łowiska, w miarę równego dna, płynięcia ze stałą prędkością, kołowrotka castingowego oraz echosondy, która może nam znacznie ułatwić sprawę. Zawsze kiedy płynę ze stałą prędkością i echosonda pokazuje mi rozległy blat,  wykonuje pierwszą „rundę” testową. Otóż wypuszczając gumę od samej szczytówki liczę obroty szpuli na multiplikatorze. Od czasu do czasu zamykam zapadkę szpuli i sprawdzam czy guma nie zahacza o dno, jeżeli nie to kontynuuję liczenie aż do skutku. Kiedy znam mniej więcej ile obrotów szpulki potrzebuję aby sprowadzić gumę o określonej masie, przy określonej prędkości, na określoną głębokość, zapisuję sobie wynik, tak abym w przyszłości nie musiał powtarzać tego rozpoznania. Od ogólnej liczby obrotów szpulki odejmuję 3-4 obroty i na taką wyliczoną odległość wypuszczam przynętę. Mam wtedy pewność iż idzie ona tuż nad dnem i jednocześnie do niego nie dociera. Czynność tą można powtarzać praktycznie zawsze i wszędzie z rożnymi rodzajami gum. Należy jednak pamiętać, iż prędkość płynięcia łodzi, oraz ukształtowanie dna muszą być w miarę stałe. Trzeba również brać poprawkę na prędkość wiatru ponieważ może on znacznie zmieniać nasze wyniki. System ten jest bardzo dokładny i jego wytrenowanie może być bardzo pożyteczną metodą trollingu. Sprawdza się on nie tylko w przypadku gum ale i szeregu innych przynęt jak koguty, spinnerbaity, swimbaity, cykady i oczywiście woblery.

Technika prowadzenia a raczej ciągnięcia woblera za łodzią jest prosta. Trzymamy kij i czekamy na branie. Czasami, jeśli nie mamy efektów, warto co pewien czas oddać trochę linki, szarpnąć bądź też podciągnąć. Wszelkie nieregularne ruchy mogą dać naprawdę zdumiewające efekty. Podczas trollingu trzeba również uważnie obserwować szczytówkę i kontrolować czy wobler nie zaczepia o dno. Jeżeli czujemy, że chodzi zbyt głęboko to podnosimy wędzisko wyżej. W przeciwnym wypadku zniżamy szczytówkę do poziomu wody sprawiając, że przynęta nurkuje głębiej. Warto też co pewien czas sprawdzać czy kotwice są czyste aniżeli trollingować przez dłuższy czas ryzykując, że przynęta nie pracuje poprawnie. Pamiętajmy też, że długość linki na jaką wypuszczamy woblera ma wpływ na głębokość jego nurkowania. Im więcej linki oddamy, tym głębiej zanurkuje.

Osobiście trollingując Bullheadem 6SDR na łowisku o głębokości 4m, niskiej prędkości wiatru i prędkości nr 2 na silniku Minnkota wypuszczam go na około 12-14m. W momencie kiedy zwiększę prędkość płynięcia lub też wypuszczę więcej linki wobler zanurkuje głębiej. Zależność ta, ma jednak swój punkt krytyczny. Otóż linka której używamy przy coraz większej prędkości  daje coraz większe opory. Zbyt odległe wypuszczenie woblera powoduje, iż linka będzie tworzyć w wodzie ogromny łuk działając zupełnie odwrotnie – zamiast iść głębiej, wobler będzie pracował coraz płycej. Odporność na te cechy wyrażana jest w wielkości steru woblera, który im jest większy tym lepiej radzi sobie z większą odległością, łukiem który tworzy w wodzie linka oraz znaczną prędkością. Należy też pamiętać iż długość linki oraz prędkość zmienia prace woblera. Zwiększająca się prędkość powoduje wzrost amplitudy drgań, a zwiększająca się długość linki powoduje iż wobler zyskuje większą bezwładność względem linki i jego odchylenia na boki są większe i bardziej płynne. W efekcie dochodzimy do punktu wyjścia czyli tezy, że głębokość nurkowania zależy przede wszystkim od steru woblera. Czołowi producenci woblerów podają orientacyjne głębokości nurkowania swoich wyrobów na opakowaniu. Warto znaleźć taki opis i wziąć te dane pod uwagę aby łowić bardziej precyzyjnie i co za tym idzie skutecznie.

Przy trollingowaniu dobrze jest mieć dostęp do echosondy. W zasadzie najważniejszą informacją jaką nam przekazuje to urządzenie jest głębokość oraz struktura dna ale i również występowanie ławic ryb. Szczególnie w okresie jesiennym, w głębokich jeziorach warto szukać miejsc występowania ławic małych rybek ponieważ w ich okolicy mogą krążyć dorodne garbusy. Staramy się wtedy dopasować głębokość pracy woblera tak, aby penetrował obszar pod ławicą.

Przejdźmy teraz do swobodnego spinningu bądź tez castingu który w ostatnich latach staje się coraz popularniejszy. Późną wiosną i wczesnym latem poszukuję okoni w strefach przybrzeżnych -  płytkich zatokach oraz na wszelkich podwodnych stokach gdzie głębokość nie przekracza 4 metry.  Wszelkie zatopione drzewa, krzaki czy też kamienie są również idealnymi miejscówkami ponieważ okonie czuja się w nich bezpiecznie i dlatego często tam przebywają.

W maju moim “pewniakiem” jest zawsze HORNET. Zasadę dobierania kolorów stosuje taką samą jak w przypadku trollingu. W zależności od głębokości używam przynęt tonących bądź pływających 3, 4 oraz 5 centymetrowych. Kiedy obławiam podwodne stoki zawsze ustawiam się w miejscu głębszym i rzucam na krawędź stoku. W początkowym etapie prowadzenia przynęty trzymam szczytówkę wysoko aby wobler nie zaczepiał o dno i wraz ze wzrostem głębokości opuszczam ją aby poprowadzić wabik głębiej, zgodnie z kierunkiem nachylenia stoku. Są to miejsca gdzie bardzo często stacjonują duże okonie ale i również sandacze. W takich miejscach dobrym pomysłem jest zastosowanie systemiku z trokiem bocznym ponieważ gwarantuje on stałą odległość pracy woblera od dna.  Wszelkie zatrzymania, szarpnięcia oraz przyspieszenia są wskazane ponieważ nadają przynęcie nieregularną pracę. Taka praca z kolei daje znak drapieżnikowi że ofiara, albo jest chora albo też jest czymś zajęta i jej czujność jest zmniejszona co w efekcie czyni ją idealnym obiektem do ataku.

W okresie wiosennym poszukuję też płytkich, zarośniętych zatok z liśćmi nenufarów i obławiam wszelkie zagłębienia, pogranicza występowania roślinności wodnej lub też strefy przy pływających liściach.  Standardowymi woblerami których używam w takich miejscówkach są pływające Hornety Executory oraz Bullheady w szczególności modele płytko nurkujące (SR).  Są to modele, które zapewniają w pełni komfortowe łowienie w zarośniętych miejscach. Przy łowieniu i poszukiwaniu okoni warto uważnie obserwować powierzchnię wody, w szczególności o poranku lub przed zachodem słońca kiedy to okonie zaganiają całe ławice uklei do powierzchni sprawiając ze niemal wszystkie rybki fruwają w powietrzu. Często takie momenty nie trwają długo i trzeba je szybko wykorzystywać. W takich sytuacjach zakładam Executora 5SR, Horneta 3S  lub tez Bullheada 4SR. Warto też spróbować powierzchniowego poppera np. Salmo POP w kolorze PH i prowadzić go lekkimi skokami. Brania wtedy są bardzo widowiskowe ale często też i chybione. Trzeba wtedy zwrócić uwagę na to aby linka była cały czas napięta i zachować zimną krew aby w odpowiednim momencie zaciąć. Nie należy zbyt wcześnie zacinać łowiąc na przynęty powierzchniowe, zaleca się odczekać około 1 sekundę po plusku aby nie mieć efektu tak zwanego “pustego zacięcia”.

Jeżeli chodzi o –

 

Sprzęt do łowienia okoni na woblery

 

to raczej każdy powinien łowić na taki zestaw, jaki mu dostarcza najwięcej przyjemności i najlepiej pasuje do jego stylu łowienia. Jedni są zwolennikami mocnego holu a inni możliwie jak najlżejszego, finezyjnego łowienia. Warto jednak zwrócić uwagę na to aby nasz zestaw nie był on zbyt sztywny ponieważ delikatny pysk okonia bardzo często przy mocnym zacięciu rozrywa się. W szczególności ten efekt potęguje się u dużych ryb, co prowadzi po prostu do nieudanych holi właśnie rekordowych okazów.

Osobiście łowię metodą castingową czyli używam multiplikatora oraz wędki przeznaczonej pod multiplikator. Mój ulubiony sprzęt okoniowy do trollingowania to multiplikator Metanium Mg z plecionką „Power Pro” do 10 funtów. Moje wędzisko w tym zestawie to St. Croix 4-8Lbs o długości 6’6 oraz akcji fast lub też Bass Pro Shop „Pro Finesse” 6-14Lbs, 1/16 – ½ oz o akcji Medium Lite. W stacjonarnym castingu staram się używać jak najlżejszego sprzętu. Wędzisko opisane do 4-8Lbs o akcji „crankbait” uzbrajam multiplikatorem Daiwa Presso z linką maksymalnie do 8Lbs. Owa finezyjność daje mi naprawdę dużo emocji w łowieniu okoni. Łowienie takim zestawem jest lekkie, subtelne i przyjemne. Co ważniejsze – hol dużych sztuk jest bezpieczny i bardzo emocjonujący.

Najdłuższe kije jakie stosuję nie przekraczają długości 2 metrów, krótszy kij dostarcza o wiele więcej emocji z holu aniżeli dłuższy i zdecydowanie ułatwia rzucanie do celu. Poza tym operowanie takim kijem kiedy ryba jest przy łodzi i staramy się ja podebrać, jest dużo łatwiejsze i skuteczniejsze.

Jeżeli chodzi o stosowanie przyponów szczupakowych to panuje opinia że przypon metalowy  zmniejsza ilość brań okoni. Mogę się w części z tą tezą zgodzić ale osobiście prawie zawsze stosuję przypon. Woblery są przynętami często atakowanymi przez szczupaki a w szczególności z trollingu. Szkoda zarówno ryby, która się będzie męczyć z kotwiczkami i woblera, którego możemy stracić.

Kolejne pytanie to żyłka czy plecionka? Powiem wprost, na pewno żyłka jest lepsza ponieważ zapewnia lepszą amortyzację i zmniejsza szanse na utratę ryby. Plecionka za to daje nam lepsze zacięcie a w przypadku multiplikatora jest zdecydowanie lepsza niż żyłka, która zdecydowanie gorzej układa się na szpuli powodując więcej splątań. Casting jest bardzo piękną i ciekawą metodą ale jednocześnie stawiającą wiele wymagań przed wędkarzem. Szczególnie początki są często trudne. Metoda ta jest jednak bardzo ciekawa a przy odpowiednio skonstruowanym zestawie – wędka- kołowrotek – linka można ją opanować już po kilku godzinach treningu. Szczególnie, jeśli pomoże nam w pierwszych krokach bardziej doświadczony kolega.

Ze względu na budowę multiplikatora nie wszystkimi przynętami równie łatwo się rzuca przy jego pomocy.  Do najlepiej latających okoniowo-castingowych modeli woblerów z kolekcji Salmo można zaliczyć Executora SR oraz Minnow w wersji sinking.  Wynika to z tego, że te modele są dość smukłe i posiadają mały ster.  Woblery z dużym sterem (typu SDR) dają zdecydowanie większe opory w powietrzu co przekłada się i na celność i na odległość rzutową.

Pamiętajmy również, że nasze hobby jakim jest wędkarstwo jest w pewnym sensie sportem, który umożliwia nam obcowanie z przyrodą i korzystaniem z jej wspaniałych zasobów. Jako świadomi i cywilizowani ludzie powinniśmy obchodzić się z rybami ostrożnie i delikatnie. Traktować je jako swoich partnerów sportowych i być świadomymi tego, że są one stworzeniami, które tak samo odczuwają ból jak i my. To właśnie ryby dają nam najwięcej emocji i przyjemności z wędkarstwa. Poprzez zwracanie wolności możemy im wyrazić nasz szacunek i w pewien sposób odwdzięczyć się. W dzisiejszych czasach promowanie zasady Catch&Release jest niezwykle ważne. Dlatego zachęcam wszystkich do wypuszczania swoich zdobyczy. Tylko dzięki takim działaniom możemy sprawić ze w naszych wodach będzie coraz więcej medalowych okazów, a co za tym idzie więcej przyjemności z łowienia. Wielkie ryby zasługują na nasz szacunek!

 

Tekst: Mateusz Taszarek

Zdjęcia: Robert Taszarek

Copyright (C) salmo.com.pl realizacja: Agraf - Agencja Reklamowa Olsztyn